publicystyka
eseje
literatura
felietony
rozmowy
nad książkami
sygnały
sztuka
recenzje
> Pocztówki literackie > Wiersze wybrane w czerwcu 2006 >
Wiersze wybrane w czerwcu 2006
Lucyna Rams, Przemek Witkowski
Lucyna Rams
Dziennie umieram trzy razy
Jestem nudziarą i mam przerąbane.
Faktycznie, skoro w wieku trzydziestu lat
mam jednego męża, spałam tylko z czterema
facetami i byłam zaledwie na trzech balach.
Odkąd zmieniłam pracę duma zrobiła
sobie przerwę. Wczoraj szef, zresztą stuknięty
dziwkarz, dostał po gębie przylepiając
swoje tłuste łapy do kobiecych piersi.
Pan Henda był przełożonym pana Omochi,
który był przełożonym pana Saito,
który był przełożonym panny Hori, która była
moją przełożoną
. Ja byłam niczyja.
No cóż, kobieta z przeszłością nie dostaje
recept na zapomnienie. Nazywam się 'sukienka'.
Ten pan obrócony tyłem zmyślił, że zostanę poetką.
Jestem miłośniczką kiełków
Jacek D. był konkubentem Zdzisławy K.
I gdyby nie fakt babskiego napięcia
zrzekłabym się czerwonego doga na rzecz
tej blond wydry, zresztą perfidnie wystającej
wypchanym biustem. Kiedy ma się trzydzieści lat
faceci perfidnie kłamią zarzucając starość
siwiejącym codziennością włosom. I tylko
dupiata manikiurzystka okazuje się matką,
żoną i kochanką. W poprzednim wcieleniu byłam
zbyt zajęta. Rodziłam dzieci. Teraz mam czas.
Leczę raka.
Czasem piszę
W pierwszych wersach nic się nie dzieje. Rzucam
wzrokiem w toń kartki odpływając małostkowością
na drugi brzeg stołu. Podrapana ołówkiem twarz w świetle
nocnej lampki, przybiera kształt drzewa, tak, że słyszę
napływanie żywicy. Ty i on. Reszta jest tylko szumem
grafitowego rysika.
Zamykam powoli oczy, zbierając sól ze wzburzonej fali,
wysypującej brązowe odłamki wieczności. Czasem korci
dłubać pieśni nawet ze zgniłej deski.
Wkuć się w bursztyn?
W łazienkowej ramie
Zmuszana do nierządu języka na nowo
odkrywałam wartość słów, zaszytych
w ciasnej kieszeni pokory. Do dziś pamiętam
smak kminku. To pozostałość po otyłym panu
który codziennie molestował wygniecione piersi
bezboleśnie dając upust w usta.
Pamiętam noce spędzone nad klozetem.
Krwawiłam. Rzygałam.Wyłam.
Dłonie same klepały paciorki, w ścianę,
podrapaną wyłamanym paznokciem. Chciałam
uciec. Koniecznie w stronę okna. Tam gdzie
szary gołąb wyrywał pióra. Codziennie inaczej.
Znaleziono mnie pławiącą się w odchodach.
Zamordowałam siebie gówno wartym wierszem.
Radio wolna amerykanka
Tomku P. zamknęłam drzwi do domu
bo ciemno a uliczne słupy krzywo wisiały
na ścianie zdzierając resztki godności
-stąd ci dziennikarze. No dobra. Nie jestem
żadną aktorką tylko wykończyłam jednego
amorfofalusa i...właśnie nadają wieczorne
wiadomości. Nie chcę się wtrącać. Wiem, że
te nowoczesne związki proste nie są.
Rzeczywiście. Znowu pokazują dom.
Na przemian z migawkami z wysypiska,
gdzie ten prostak i cham dogorywał w towarzystwie
plastikowych butelek, toreb i opakowań
po środkach czystości. A teraz jest sąd.
Uliczna sonda na mój temat. Otworzyłam okno.
Sąsiadka co ma męża alkoholika była przeciwko
wolnym mediom. A ja przecież wykonałam kawał
dobrej roboty. Mam się dobrze. Kiedyś i tak
nie będę nikomu potrzebna.
Bezczas
Była potrzeba wódki i potrzeba śliny
. Martwy poeta
skąpo pobrudził papier odpadając od stołka skórą.
Miałam rację. Pomylił sfery. Sutki nie stwardniały,
kobieta nie stała się mężczyzną, a drzewo nie rosło
w tym samym miejscu.
Gdybym umiała mówić
.
W bezludnym pokoju tylko z ciszą gra się w kości,
a śmierć nie jest zwykłym niedopatrzeniem.
Poeta?
Zgubione słowo leżało pod serwetą wsiąkając
w blat stołu. Po raz pierwszy ocaliłam dzień, zatykając
powietrzem rozdarte żyły. Ty mogłeś być, ale ciągle
„nie” ja.
Dano mi nadzieję
Zastygłeś w ustach lawą. Do dziś czuję ciepło
rozchodzące się po ciele zwykłą akceptacją.
Bezinteresownie. Byłeś wiernym psem bez smyczy.
Nie bałam się ulicy. Z chwilą, kiedy doskakiwałeś nogi
odzyskiwałam wzrok, by po chwili znów błądzić
w ciemności. Nagle przejechał Cię traktor.
Urwałeś się z tego świata z gestem wyprostowanego
środkowego palca. Odbiło mi. Wczoraj opieka społeczna
obiecała nowego psa-przewodnika. Co z tego, kiedy
przeszczepiono mi Twoje serce.
Przemek Witkowski
Wapno
po ulicy
wylizanej szerokim jęzorem deszczu
płyną donikąd kałuże
i połyka je głodna ziemia
zostawiając tylko na brzegu patyki i śmieci
i zdziwionych ludzi
którym wiatr pozrywał czapki i marzenia
a mokry śnieg przylega
do ich zimnych sinych twarzy
jak wapno
Zaduszki
przez konary
ziemia wypluwa
mgłę i zdziwione kości
o tej godzinie
kończą się już bariery językowe
i zaczynają rymować się nawet napisy nagrobne
czule kumkają żaby i czkają grabarze
poprawiają na oczach denka butelek
i każdy pije za siebie
a bóg przeciw wszystkim
i tylko nieliczne psy
beztrosko machając oddechami
dają wyraz
kompletnego braku zrozumienia dla powagi sytuacji
Komisja Obwodowa
tracą kontury moi zmarli koledzy
sypia im się dopiero wąsy
i kości
na twarzy
a już pachną szminką
i niewypalonymi papierosami
dziewczyny
które im się nie przyśnią
nagie na niepościelonych prześcieradłach
stare kobiety tylko patrzą
dzieci drą się i prują na szwach
skutecznie zagłuszając buczenie wielorybów
i wszystkich sfer niebieskich
od dziś aż po koniec świata
kiedy w komisji obwodowej nr 90
zagłosują
moi zmarli koledzy
ojciec w promocji /każdy powód jest dobry
po prostu ojca sprzedaliśmy
dziś popołudniem
grzechy nam wybaczyli
zresztą poszły w promocji
ojciec się przeżył
i wyszedł z mody
do tego
zbyt wysokie były koszty
uzyskania przychodu
a w domu skończyły się zapałki
i wyrzuty sumienia
teraz
będziemy go jeść
dostatnio i do syta
aż zrobią nam się z przejedzenia/ przeżarcia krwiaki
i zostanie
po nim tylko
psiakość psia jucha psia krew
dobrze poszedł ojciec
w promocji
sąsiad pomógł
podjechał karawan
policjant uczynił znak krzyża
ksiądz zasalutował
stary robotnik palił dalej
a dzieci klaskały tak
że aż puchły drzewa
Pielgrzymka
Matko Boska Ceramiczna
módl się za nami
Święta Agnieszko z 5b, Co Cię Kocham
módl się za nami
Wszyscy Święci z Porcelany
módlcie się za nami
Wszystkie Plastikowe Sztućce Wotywne
módlcie się za nami
Święty Józefie z Odkręcaną Głową
wstaw się za nami
Święty Marku Citko z reprezentacji
wstaw się za nami
kyrie elejson
Chryste elejson
kyrie elejson
Jezu Chryste Fluorescencyjny
usłysz nas
Papieżu Z Bursztynów
wysłuchaj nas
Ojcze Z Radioodbiornika, Dyrektorze
usłysz nas
Boże Ojcze Megafonowy
wysłuchaj nas
kyrie elejson
Chryste elejson
kyrie elejson
.
rozkład logiczno gramatyczny
łudziłem się że jeszcze zadzwoni
bo przecież mamy zobowiązania
nie do przeskoczenia
ani odgarnięcia szuflą
i dzieci czekają cierpliwie na spłodzenie
z imionami dziadków w dowodach
pożyczaliśmy sobie przecież papierosy kiedy ich zabrakło
i solidnie razem milczeliśmy
wedle z dawien dawna ustalonych zasad
niemej pisowni, gramatyki i interpunkcji
szepcząc
ja ty ono my
unikając zdecydowanie
on ona oni wy
a autobusy wąchały nas na ulicach radośnie
tymczasem
koniec końców
rzucając śniegiem i aluzjami
nie doszło do zbliżenia
postu z karnawałem
Opisując na wzorach
byłaby to zdecydowanie parabola
a tłumacząc się wyglądaliśmy cokolwiek niedzisiejszo
i jakby na siłę
ręce pączkowały nam kwiatami
odejmując od siebie znaki przestankowe
i dodając wykrzykniki
z wolna oddalaliśmy się od siebie w bliżej nieznanym kierunku
o odrze
kronika
pocztówki literackie
prenumerata
lista mailingowa
archiwa 2001-2
archiwa 1996-8
© odra.net.pl code by
konekto.com