publicystyka
eseje
literatura
felietony
rozmowy
nad książkami
sygnały
sztuka
recenzje
> kronika >
Lem i rozmyty postmodernizm w Polsce
>
Lem i rozmyty postmodernizm w Polsce
Anna Nasiłowska
Interpretacyjnym punktem odniesienia była tu tradycja Ameryki Łacińskiej, polskie tradycje literackie i – wciąż – paryskie, a nie amerykańskie mody. I panująca w poezji polskiej moda na barok, do której lekko nawiązuje polski krytyk, sugerując kontekst odczytania.
Poza tym trudno tu o generalne reguły. Klasyka modernizmu i postmodernizm są w polskiej recepcji nie do oddzielenia. W 1979 roku w „Literaturze na Świecie” (nr 9), w numerze poświęconym twórczości Gertrudy Stein, ukazują się też dwa eseje Susan Sontag:
Przeciw interpretacji
w tłumaczeniu Marii Olejniczak i
Notatki o kampie
w przekładzie Wandy Wertenstein. Italo Calvino tłumaczony był bardzo wcześnie,
Baron drzewołaz
– w 1964 roku,
Baśnie włoskie
– w 1968,
Niewidzialne miasta
– w 1975. Donald Barthelme zaprezentowany został wyborem opowiadań opublikowanych w 1983 i w osobnym numerze „Literatury na Świecie” z 1984 roku. Pierwsza powieść Johna Bartha,
Koniec drogi
, ukazała się w przekładzie Andrzeja Słomianowskiego w 1972 roku, w tym samym roku, dzięki „Literaturze na Świecie” (nr 10), polski czytelnik mógł po raz pierwszy zapoznać się z programowym, powstałym pięć lat wcześniej esejem tego pisarza, zatytułowanym
Literatura wyczerpania
. Recepcja jego twórczości rozwijała się dość niemrawo, choć niepozbawiona była intrygujących wydarzeń. Na przykład w 1975 roku wrocławska „Odra” opublikowała tłumaczenie bardzo ciekawego wywiadu z Barthem w którym pisarz nie ogranicza się do nawiązania do tez z
Literatury wyczerpania
, lecz, dyskutując z rozpoznaniami krytyki amerykańskiej o „śmierci powieści”, prezentuje się jako przedstawiciel nowej awangardy – przynajmniej tak brzmi to przesłanie z polskiej perspektywy. Gdy Barth mówi o wykorzystaniu nowych możliwości, jakie daje niesłychany wynalazek techniczny w postaci taśmy magnetofonowej, trudno tego nie skojarzyć z Białoszewskim (pierwsze wydanie
Pamiętnika z powstania warszawskiego
miało miejsce w 1970 roku).
Powieść
The Sot-Weed Factor
, czyli
Bakunowy faktor
, w przekładzie Sławomira Magali, pojawiła się w 1980 roku. Wydaje się, że zostało to poprzedzone pewnym przygotowaniem i można było oczekiwać sporego zainteresowania – tymczasem trafiło na okres politycznego fermentu i po prostu nie wpisało się w atmosferę. Atmosfera dla poszukiwań neoawangardy w zasadzie skończyła się, gdy po „karnawale” nastąpił stan wojenny, a później okres długotrwałej stagnacji, który zarazem zakonserwował istniejące podziały i narzucił literaturze polskiej problematykę
stricte
polityczną, i to w dramatyczny sposób: jako zarazem zadanie najważniejsze i jednocześnie niemożliwe do podjęcia. Literatura polska, rozdarta na dwa obiegi – oficjalny i pozacenzuralny – starała się znaleźć formułę dla nowego zaangażowania i daleka była od wiary w niewinność poszukiwań formalnych i awangardowych eksperymentów.
W 1985 roku w biblioteczce „Klasycy XX wieku” redagowanej przez Lecha Budreckiego ukazała się popularyzująca książka Magali o twórczości Bartha, dziś, o wartości przede wszystkim dokumentalnej. W datowanej na 1981 rok przedmowie autor stwierdza:
Barth, obok szeregu innych pisarzy, należy do grona „postmodernistów”, którzy wykorzystują doświadczenia awangardy początku stulecia, ale znajdują już znacznie szersze grono czytelników niż fala „modernistyczna”
. Użycie cudzysłowów jest charakterystyczne, podkreśla umowność pojęć przeniesionych jedynie prowizorycznie teren polski. W tym miejscu nie pojawia się zresztą szersze wyjaśnienie, poza tym, że chodzi o typ literatury, która unika losu czytelniczego odrzucenia, co przytrafiło się wielkim poprzednikom (elitarnym modernistom). Krytyk (i zarazem tłumacz
Bakunowego faktora
) czyni „postmodernizm” jednym z elementów dalszego wywodu, ale zdecydowanie unika eksponowania tego pojęcia, woli umieszczać twórczość Bartha w kontekście bardziej konkretnego terminu fabulacja – co tworzy przeciwstawienie np. wobec
noveau roman
. Stara się też umieścić Bartha wobec polskiej tradycji, przywołując nazwiska Parnickiego, Gombrowicza i Buczkowskiego. Ostatecznie stwierdza:
Gdyby szukać dla Bartha odległych analogii w literaturze polskiej, można by powiedzieć, że stanowi on jako pisarz osobliwe „skrzyżowanie” Lema z Parnickim
.
Przed przełomem 1989 roku termin „postmodernizm” bynajmniej nie był nieznany. Oczywiście, używali go amerykaniści. Andrzej Kopcewicz i Marta Siennicka w pracy
Historia literatury Stanów Zjednoczonych w zarysie, wiek XX
(Warszawa 1982) wykładają to pojęcie tak:
Estetyka postmodernizmu dyskredytuje poznawczą funkcję realizmu (w konwencjonalnym pojęciu) jako formy naśladowczej, zakładającej, że rzeczywistość jest zorganizowana według jednostkowej, stałej zasady oraz idei sprowadzających się do kategorii prawdy
. W 1982 roku, gdy w Polsce trwał szok stanu wojennego, ta deklaracja estetyki sceptycyzmu i relatywizmu nie mogła brzmieć atrakcyjnie. W tym samym roku ukazała się zasadnicza antologia w opracowaniu amerykanisty Zbigniewa Lewickiego, zatytułowana charakterystycznie –
Nowa proza amerykańska. Szkice krytyczne
. We wstępie autor bardzo kompetentnego wyboru odnosi amerykańską prozę postmodernistyczną do francuskiej „nowej powieści” – co zapewne zadecydowało o formule tytułu, choć sprawa „postmodernizmu” jest dla szkiców zamieszczonych w tej antologii kluczowa.
Sprowadzając tę przydługą i zawikłaną historię recepcji do wniosków, o które mi chodzi, można powiedzieć tak: estetyka postmodernizmu została dość dobrze przyswojona w literaturze polskiej jeszcze przez 1989 rokiem. Pozostawała jednak nieczytelna jako zjawisko pozbawione wspólnej nazwy i wspólnej identyfikacji, gdyż recepcja odbywała się równocześnie lub niemal równocześnie z zasadniczymi dziełami anglosaskiego modernizmu, a poszczególne jej elementy występowały jako odrębne, łączone z innymi kontekstami. Nie mogły odnosić się do podobnych zjawisk przesytu i konsumpcyjnego znużenia, bo w tym czasie polska ekonomia chorowała na niedobory, będące oznaką zasadniczej niewydolności. Zaburzenie chronologii, a przede wszystkim odmienne uwarunkowania spowodowały, że – by użyć formuły krytycznoliterackiej – polska literatura znalazła się w takiej sytuacji jak pan Jourdain, bohater Molierowskiego
Mieszczanina szlachcicem
, który nie wiedział, że mówi prozą. Tak u nas, od lat sześćdziesiątych, uprawiano prozę postmodernistyczną, ale nieświadomie. Dziś wiele osób nawet się do tego przyznaje . Samo pojęcie miało natomiast niewielką wartość. W Polsce lat sześćdziesiątych, siedemdziesiątych czy osiemdziesiątych, w czasach przybierających różne formy niedoborów rynkowych i zapotrzebowania na zachodni luksus, którego byliśmy pozbawieni, interpretacja nowej sztuki jako wyrastającej z przesytu konsumpcyjnego, stagnacji dobrobytu społeczeństwa postindustrialnego czy znudzenia brakiem barier – brzmiała jak bajka o żelaznym wilku. I jeśli polska literatura podejmowała eksperymenty i korzystała z wolności awangardowych poszukiwań, przynajmniej zanim narastające napięcie polityczne lat 80. nie odebrało jej poczucia niewinności, to czyniła to z obawy przed innego typu stagnacją, właściwą dla realnego socjalizmu.
W trakcie transformacji ustrojowej po 1989 roku nastąpił kolejny akt procesu oswajania się z postmodernizmem: pojawiło się bardzo duże zapotrzebowanie na teorię, która stała się niejako obowiązkową częścią uniwersyteckiej humanistyki. W wielu dziedzinach wyparła ona dotychczas używane języki i tradycje metodologiczne, w innych – pojawił się konflikt między dotychczasowym myśleniem, zorientowanym na kanon kulturowy czy tradycyjnie rozumiane wartości, a postmodernistycznym relatywizmem. Tu już nie sposób nakreślić dziejów recepcji, była ona bardzo ożywiona i przekroczyła ramy ściśle profesjonalne, dyskusje prasowe często podszyte były polityką, a opisywanie tego byłoby przytaczaniem faktów oczywistych. Tej ożywionej recepcji teoretycznej nie towarzyszyła jednak równie bogata praktyka artystyczna – co więcej, stawiam tezę, że w zasadzie tylko problematyka języka – związane z nurtami dekonstrukcji zanegowanie referencji – stała się ważna dla polskiej poezji (tu wskazać trzeba przede wszystkim na twórczość Andrzeja Sosnowskiego) i w pewnym stopniu dla prozy (Natasza Goerke, Magdalena Tulli). Natomiast zasadnicza część problematyki estetycznej postmodernizmu albo została przyswojona wcześniej i po 1989 roku nie mogła być traktowana jako nowość, albo pozostała zupełnie nieczytelna i napotykała na ogromne opory.
Polski postmodernizm nie następuje po-modernizmie, ale po-realnym-socjalizmie. Nie tylko brak mu odwołania do rodzimego modernizmu, brak mu nawet świadomości istnienia pewnej ciągłości przekształceń estetycznych, a nawet znajomości dorobku poprzedników. To nie paradoks; trzeba sobie uświadomić, że rolą rozbudowanej refleksji teoretycznej jest odcięcie od poprzednich kontekstów i wpisanie w zachodnią problematykę. I tu zaczyna się ciąg niepodobieństw. O ile na Zachodzie ta problematyka służy podkreśleniu pewnej ciągłości kulturowej, sprzyja widzeniu ewolucji, która następuje wobec zmian jakościowych kultury, to w Polsce – chodzi o rewolucję, nie ewolucję. Postmodernizm traktowany jest jako hasło podkreślające wyrazistą cezurę, nieciągłość, służące do tego, by udowodnić odcięcie się od całego bagażu poprzedniej epoki z jej zacofaniem technologicznym, specyfiką polityczną ustroju i ograniczeniami swobody. Temu zjawisku ideowemu towarzyszy jednocześnie ciąg rozpoznań krytycznych literatury polskiej po 1989 roku jako nie w pełni odpowiadającej zapotrzebowaniu na autentyczny „przełom”. Symptomatyczne są na przykład tytuły książek dwu krytyków zajmujących się opisem najnowszej literatury: Jerzy Jarzębski zatytułował swoją pracę
Apetyt na przemianę
, zaś Przemysław Czapliński wybrał formułę
Ślady przełomu
– tak jakby autentyczny przełom wymagał tropienia (choć z pewnością efekt jest taki jak w ,,Kubusiu Puchatku” przy tropieniu łasicy: im dłużej się szuka, tym więcej odkrywa się śladów). A więc z jednej strony przełom jest, bo zmieniły się warunki; z drugiej – na płaszczyźnie artystycznej obserwuje się jedynie słabe symptomy, ale nawet jeśli go nie ma, to na skutek zmiany języków krytycznych i zmiany całościowego kontekstu pojawia się odcięcie od literatury powstałej przed transformacją.
Anna Nasiłowska
o odrze
kronika
pocztówki literackie
prenumerata
lista mailingowa
archiwa 2001-2
archiwa 1996-8
© odra.net.pl code by
konekto.com