publicystyka
eseje
literatura
felietony
rozmowy
nad książkami
sygnały
sztuka
recenzje
> Pocztówki literackie >
Wiersze wybrane w lutym 2010
>
Wiersze wybrane w lutym 2010
Małgorzata Południak
Dostojewski i Czechow ocaleli. w oknach slumsów
"Prawda" przesłania szyby. wycieczki nie przeżyłam
na trzeźwo. nie czepiaj się - do śniadania podawali
szklanki z napisem "na zdrowie"!
Bez skargi
zasypia godzinę przede mną
budzi zanim zdążę zebrać sny
nie wspomnę o strachu lewituję
odświeżony sufit niczego nie ukrywa
zawsze o tej samej godzinie spadam
w kąt niby jesteśmy partnerami
rano wyjdzie bez słowa roztrzaskany
kieliszek na ścianie w dłoniach resztki
odprysków i w górę Gilda obleczona
w moją skórę uniesie muzykę
po dwóch godzinach mijam sąsiada
w przejściu
uroczyście zdejmuje kapelusz
żeby wszystkie poranki były częścią mnie
jutro wymyślę inną niewiarygodną historię
Pogodzona z odejściem
uciekam wokoło cisza zamykam
twarz na cztery spusty
śpię kiedy nie liżesz moich stóp
stawiam świeczkę
spoglądam na przechodniów
w ukrzyżowanym oknie
coś we mnie narasta
jeszcze nie grożę
pęknięciem
jak ciężarna oganiam od spojrzeń
ciekawskich
nie chcę przyznać że umarłaś
i kir w oczach
Ani śladu mężczyzny
widok z mojej odległości
mam na sobie piżamę dwa koce
w oknie karaluchy dalej księżyc cisza
reumatyzm w wilgotnej pościeli
wciągam koszulę szklankę wody
noc nauczyła się kłamać
czuję jak dotyka mojej twarzy
zmęczone oczy umierają nad ranem
kolana lekko przybrudzone
nie chcę mieć już nic wspólnego z żadnym ogniem
Gdybyśmy byli dla siebie stworzeni
ziemia tuli mnie łapczywie
jakbym miała ją opuścić
zostawiam ślady
rozciągnięte w słońcu
wyobrażasz sobie
byłabym inna w górach
wiatr przywiał krzyk
jesienią wypatrujesz
pokrzywione drzewa
podlegam temu samemu
przeciekając między palcami
czy chcę czy nie
ociekam wodą tylko częściowo
należę do nich
powierzchnią stóp nierozłączna
od początku do końca
Osobista partia w okresie secesji
nigdy nie chciałam przemawiać publicznie
zdecydowanie najlepiej wypełniałam kąty
za szafą listy na plecach szyfrowane
zaczęły się schodzić pani w glanach
Mirka z dzielnicy z robótkami ręcznymi
mogłam śmiało obcym ludziom wyrzucać
karteczki z okna wodziły oczami
całe szczęście że nigdy nie używałam
niecenzuralnych słów
........................udało się najlepsze sztuki zachować dla siebie
w opozycji
Krzysztof Sokół
wolny szybki Castorp
Kształty bez formy, cienie bez barwy
Siła odjęta, gesty bez ruchu.
T. S. Eliot
teraz już wszystkie są w świadomości tylko tym jednym
im trzeba kazać się rozdzielać
rozszczepiać w światło drzew pośród ich cienia
potem rozpoznawać je po liściach by jak jesieniom nadawać
kolejne znaczenia.
dziś wieczór barw – ogłaszam karnawał:
tak wiele słońc wschodzi a ja nie byłem jeszcze w każdym
uniesieniu.
***
u nas dziś słonecznie więc wszystko już jasne -
można krótki rękaw - a wszystkie fiksacje trzeba ubrać w płaszcze
i niech idą tak o krok za nami - lekko zawstydzone -
im przecież obojętne w jaką pogodę się włóczą.
są seksowne - są czarne jak obwódki górnika pod oczami.
nie da się ich lubić bo nie da się zrozumieć. straszą nas związkami
a w związku straszą dalej - tyle że strajkami. można je prać
na kwaśne jabłko przed jakimś urzędem lecz przecież są potrzebne -
ty jesteś ich matką. ich pierś pogryziona jak rachunek otwarty.
***
chciałem już nawet iść za kraty klęczeć
ale przy wejściu matka z rąk nie wypuściła syna
mimo że zobaczyła kogoś z kim Chrystus
byłby piękniejszym mężczyzną co nie umarł.
uznałem zatem iż musiał być tam jakiś
rozwód nikt przeto nie będzie mnie słuchał
jako w niebie tak i na ziemi -
wziąłem więc dla Marii autograf od tego gościa
i teraz niczym Żyd czekam.
jej język
moja sąsiadka jest przy nadziei iż jej mąż
znajdzie pracę bo ona to już tonie w gąszczu żył co się pną
wprost z brzucha do ust i jest jej tak niedobrze
nie tylko z mężem lecz również gdy mu się wyjdzie.
a on siedzi cicho. najciszej jak tylko kopie z dna
szafki - kopie sobie piłkę czy też co wyprawia mama pewna
w każdym razie że ma do czynienia z chłopcem.
na klatce schodowej wygląda to nawet dobrze a jeśli się
skończy będzie zamężna ponad stan. morału nie ma i seksu
nie ma ale życie jakieś przecież jest mówi. w poniedziałki
z gazetką.
fragmenty się rymują
nie kłapią zębami na księżyc. mają ręce spracowane słońcem
i motykę. przebite setki tablic: placów podwórek uliczek. za to mi
płacą. za bicie - bite dwadzieścia godzin co za pysk guzików
mają mnie wyprowadzić z domu o świcie i wstrzymać ruch uliczny
uważając bym przypadkiem nie poruszył ziemi kopczykiem
w jakimś strasznie niedozwolonym miejscu.
***
słuchaj a ona nie słucha
jest rodzajem klaustrofobii w którym się boi
iż w ogóle jej nie wyjdzie. że prędzej
się pozwoli zabić
zbić argumentem albo dotknąć
i już tak to zastygnie jak zostało rzucone.
na pożegnanie może mi jeszcze
wyleżeć łóżko w którym liczyła na więcej
baranów a znalazła tylko mnie oraz
salsę na prześcieradle.
tymczasem nauczyłem się w ścianie
wypatrywać balkon. bardzo przydatna
umiejętność rozbierania na części
pierwsze która niedługo przyda mi się
bo nie biję się z myślami. w głowie mam
kwaśne jabłka.
***
myślisz że to tak na zawsze aż zdaje się
ci już iż jesteś po prostu świętym. ale sprawdź bo naprawdę
chyba nigdy nie grał cię nikt piękny. masz brodę i brzuch.
pedalski strój. w środku lata gdy inni mężczyźni tylko narzucają koszulę
i wrzucają luz ty nie masz nic do powiedzenia od miesięcy.
choćbyś jednak przypominał jednego z trzech byłych jeźdźców
albo i kaznodzieję co przyszedł tu tylko wygłaszać kazania bądź pytał:
masz coś przeciwko stringom? wchodził bez pytania mówiąc iż
musisz pukać wyłącznie do cudzych drzwi wiedz - zmieni się wszystko
i nie zmieni się nic. to stało się już.
o odrze
kronika
pocztówki literackie
prenumerata
lista mailingowa
archiwa 2001-2
archiwa 1996-8
© odra.net.pl code by
konekto.com