odra.net.pl
 
> kronika > ZMEDIATYZOWANA POLITYKA, SPOLITYZOWANE MEDIA >
ZMEDIATYZOWANA POLITYKA, SPOLITYZOWANE MEDIA
Z doktorem Zbigniewem Bajką, wykładowcą Instytutu Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz zastępcą kierownika Ośrodka Badań Prasoznawczych w Krakowie, rozmawia Stanisław Lejda

Gdy spojrzymy na gazety z tego okresu, zauważymy, że każda z nich była związana bądź z konserwatystami, bądź z lewicą, endecją czy z obozem rządowym. Potem nastąpił PRL i jedynie „słuszna” partia podporządkowała sobie media. W tej gromadzie zdarzały się jednak tytuły, które z tego chóru się wyłamywały, np. nasz krakowski „Tygodnik Powszechny”, wrocławska „Odra” czy białostockie „Kontrasty”, słynące wtedy ze świetnego reportażu. Nie było więc aż tak źle, chociaż, oczywiście, dominowała grupa gazet tzw. „dyżurnych” . Gdy zmienił się ustrój, wielu dziennikarzy odeszło, część z nich odsiali nowi właściciele i zmienione szefostwa redakcji. W ich miejsce weszła grupa „młodych wilczków”, którzy przenieśli, nie wszyscy, ale spora grupa, zwyczaje z prasy podziemnej. Nie było tam cenzury, więc niektórych cechował brak odpowiedzialności za słowo. Nierzadko pisali, nie zwracając uwagi na to, że przywoływane przez nich fakty powinny być solidnie udokumentowanie. Owocowało to różnymi awanturami do momentu, aż opisywani ludzie szli do sądu. Wiele redakcji jest dumnych, gdy wygra sprawę przed wymiarem sprawiedliwości, ale mamy też sporo spraw sądowych przegranych przez dziennikarzy.
Te „młode wilczki” wniosły też do mediów atmosferę walki i politycznego zaangażowania. Odbiegało to od klasycznej zasady, mówiącej, że dziennikarz powinien być obiektywny i nie wolno mu akcentować swoich politycznych przekonań.
– To upartyjnienie w ostatnich latach jeszcze się nasiliło. Uważam za śmieszne twierdzenie, iż dziennikarz powinien swoją legitymację partyjną czy zapatrywania polityczne zostawić – przed wejściem do redakcji – na wycieraczce. Nie chodzi bowiem o to, żeby dziennikarz nie miał politycznych sympatii. Już twórca tygodnika „Time” powiedział, że gazeta nie ma prezentować jedynej prawdy. Przeciwnie – powinna pokazywać różne fakty oraz stanowiska, tak, aby czytelnik mógł z nich wybrać to, które mu odpowiada.
Przed zajęciem stanowiska dziennikarz powinien dane zdarzenie rzetelnie opisać, a nie – jak to się nagminnie robi – naginać opis do poglądów, jakie prezentuje dana redakcja bądź jej mocodawca.
– Często powtarzam studentom, że najbardziej irytuje mnie niestosowywanie się do starożytnej rzymskiej zasady audiatur et altera pars, czyli wysłuchania drugiej strony. Dziennikarze bardzo często tłumaczą się, że albo telefon nie odpowiadał, albo dana osoba nie odpisuje na maile. W związku z tym czują się usprawiedliwieni. Zwykle jednak jest to tylko szukanie alibi. Znam niektórych dziennikarzy i wiem, że napiszą, iż dzwonili, a ktoś im nie odpowiedział, jedynie dlatego, żeby nie być posądzonymi o jednostronność. A przecież obowiązkiem dziennikarzy jest dochodzenie do prawdy. W Krakowie parę lat temu dziewczyna napisała przepiękny artykuł, którego bohaterką była starsza kobieta, przełożona jednego z zakonów. Później zrobiła się z tego sprawa sądowa, bo dziennikarka nie wysłuchała lokatorów wyrzuconych przez zakonnice z zajmowanych przez nich domów. Pytam ją: „Dlaczego pani to napisała?” „No przecież ona jest zakonnicą – mówi do mnie. – Była tak uczciwa w tym, co mówiła, że nie miałam prawa jej nie wierzyć”. Ale to nie tłumaczy faktu, że dziennikarka przedstawiła racje jednej strony i – najzwyczajniej w świecie – napisała nieprawdę.
Powróćmy do upolitycznienia mediów. Powiedział pan, że narasta.
– Zwłaszcza w gazetach codziennych. Gdy pojawił się „Dziennik Polska – Europa – Świat” i w pierwszym numerze przeczytałem wstępniak redaktora naczelnego Roberta Krasowskiego o tym, jacy będą obiektywni i niezależni, od razu w głowie zapaliła mi się czerwona lampka. No i okazało się, że część grupy „młodych wilczków”, która wcześniej przechodziła przez „Życie” Wołka i inne tytuły, przyszła tu uprawiać swoją politykę, w wielu wypadkach zbieżną z ideologią określonej partii. Uprawiano w tej gazecie, tak to określę, wyraźną polityczną młóckę. A my wiemy z badań, prowadzonych w Polsce, że zacietrzewienie i stronniczość polityczna nie sprzyja poczytności. To jest ponad wszelką wątpliwość.
Rozmawiał Stanisław Lejda





o odrze
kronika pocztówki literackie prenumerata lista mailingowa
archiwa 2001-2
archiwa 1996-8