odra.net.pl
 
> kronika > Popkultura czy poptresura? >
Popkultura czy poptresura?
Tomasz Kozłowski


JAK ROBIĄ TO MAŁPY
Zanim zagłębimy się w meandry popkultury, konieczna jest krótka wyprawa na tereny zarezerwowane dla prymatologii i antropologii społecznej. Niejeden raz każdy z nas słyszał o tzw. kulturach zwierzęcych. W dziełach popularyzatorów nauk – sytuujących się na styku humanistyki i tzw. hard sciences – można znaleźć liczne przykłady tego, jak to zwierzęta wypracowują sposoby radzenia sobie w środowisku, które nijak nie są wyprowadzane z ich dziedzictwa genetycznego. Tym bardziej gdy zachowania takie właściwe są całym grupom. A kiedy okaże się, że z podobnymi problemami różne stada radzą sobie w różny sposób… to dopiero! Oto prawdziwa kulturowa różnorodność! Takie rewelacje – np. u niektórych gatunków małp – obserwowano w przypadku mycia owoców, nawoływań, wydobywania badylem termitów itd. Skoro jest element uczenia, który utrzymuje się przez kilka pokoleń, cóż to innego, jeśli nie kultura?
Ano, jednak coś innego. Gwoli ścisłości – jest to proto-kultura, czyli twór mniej skomplikowany, angażujący prostsze czynności umysłowe.
Wybitny antropolog i badacz naczelnych Michael Tomasello jest jednocześnie jednym z czołowych sceptyków w kwestii kultur zwierzęcych. Uważa, że nie ma podstaw, by sądzić, że zwierzęta dokonują tych samych skomplikowanych operacji umysłowych, co ludzie, przekazujący sobie kulturę. Nie muszą się wczuwać w sytuacje innych osobników, komunikować się ani nawet naśladować swych zachowań. Co więcej, one tego po prostu nie potrafią. Jeśli uczą się jakichś zachowań, robią to na własny rachunek. Ponieważ niektóre sposoby są lepsze niż inne – upowszechniają się szybciej, zgodnie z zasadami prawdopodobieństwa i psychologii behawiorystycznej, która mówi, że ma szansę przetrwać tylko takie zachowanie, które przynosi nagrodę. W przypadku zwierzęcych „kultur”, mamy do czynienia – jak twierdzi Tomasello – jedynie z przykładami stadnej autotresury. Małpa dłubiąc patykiem w termitierze może nie mieć pojęcia, po co to robi. Jednak gdy stwierdzi, że na końcu patyka znajduje się smakowity owad – będzie takie działania powtarzać z uporem maniaka, aż do zapełnienia żołądka. Inna małpa, widząc na patyku koleżanki ze stada taki przysmak – może próbować działać w podobny sposób, także nie wiedząc, co z takim patykiem robić. I prawdopodobnie – metodą prób i błędów – osiągnie sukces. Ale to nie kultura. Mechanizm tego działania odkrył już dawno temu Pawłow i jego pies. A że robi tak więcej małp? Cóż, świadczy to tylko o tym, że termity naprawdę im smakują…
Tymczasem ludzie tym różnią się od zwierząt, że ucząc się pewnych zachowań, od początku wiedzą, po co to robią. Potrafią świadomie uczyć innych i patrzeć na świat ich oczami, uświadamiając sobie oczekiwania innych względem siebie. Umieją powściągać swoje emocje dla „wyższego” celu, który podpowiada im sumienie. Istnienia żadnego z tych elementów nie potwierdzono ponad wszelką wątpliwość wśród zwierząt w ich naturalnym środowisku. Problem w tym, że coraz mniej takich „komponentów z wyższej półki” obserwujemy dziś także wśród ludzi. A to dlatego, że popkultura pod wieloma względami łudząco przypomina małpie proto-kultury. Choć mamy w jej ramach wspólne zachowania, podobne gusta i potrzeby, nie jest to globalna wspólnota wartości i norm. Jest to raczej konglomerat pojedynczych strategii konsumenckich, wypracowanych na zasadzie tresury, zbiór automatyzmów, do których każdy z nas dochodzi własną drogą. Tworzymy tłum łaknący przyjemnej stymulacji, nie zaś wewnętrznie zhierarchizowaną grupę realizującą wspólny cel. Klienci McDonalds’ jedzą to samo, nie oznacza to jednak, że wypracowali taką normę. Została im ona podana w menu. Ale po kolei.
Tomasz Kozłowski





o odrze
kronika pocztówki literackie prenumerata lista mailingowa
archiwa 2001-2
archiwa 1996-8