odra.net.pl
 
> kronika > Tryby >
Tryby
TOMASZ HRYNACZ




W tym sezonie jak nigdy


Absurdalna centra samotności
rozwleczona na miesiące i lata.


Uwaga! Bezsenność sieje popiół! I zbiera żniwo.
Najzwyklejsza kontra ze strony przeszłości.


Wieczne wycieranie siebie, ścieranie się zamiast
chłopięcego pędu za piłką.


Postawili mnie pod ścianą, co przypomina
raczej rzut karny niż zwykły, pośredni strzał.


Otwarte okno, w którym słońce strzela promieniami
między nogi ścian. Klepka, główka, a może nożyce?


Gwiżdż lub klaszcz! Tłumacz to, jak chcesz.
Ale chciałbym poznać wszystkie sztuczki świata,


zwłaszcza faule, po których krwawi serce.
Wcześniej obracałem się w napadzie, teraz, cofnięty,


ciśnięty, bronić się będę
do ostatniego gwizdka sędziego Boga.


Rezultat jest sprawą otwartą,
choć śmierć jest w doskonałej formie.









Wspólne racje



Pstryk i już. Byliśmy skałą. A łączy nas echo.
Rozeszliśmy się w różne wietrzne strony.


By rozpoznać pewność tego, co się przemieniło.
I szukać czegoś, nazwy czego nie poznaliśmy do dziś.






Wilgotne piąstki



Jakiż to liść, o gładkiej bieli, przynosi takie ciepło?
I robi to po cichu, bez rozgłosu, zaczynając od stóp.





Rana, sen i pokój



Pytam: jeśli wygramy te podchody z czasem
i zdobędziemy nasze upragnione królestwo,
będziemy mogli wybrać sen, jaki nam się


spodoba? Niech więc nikogo nie dziwi jedna
z przypadkowych chwil, kiedy sen przewidziany
jest snem przeżytym na własnej skórze.


TOMASZ HRYNACZ





o odrze
kronika pocztówki literackie prenumerata lista mailingowa
archiwa 2001-2
archiwa 1996-8