publicystyka
eseje
literatura
felietony
rozmowy
nad książkami
sygnały
sztuka
recenzje
> Eseje > Bobo po polsku >
Bobo po polsku
Tomasz Szlendak
RZECZ O ZREMASTEROWANEJ KLASIE PRÓ?NIACZEJ
Ekskluzywne kobiece pisma, obok bawe?nianych pla?owych toreb z nadrukiem i próbek wyrobów przemys?u perfumiarskiego (bezlito?nie kusz?cych przep?ywaj?c? przez empiki i megastory maj?tn? m?odzie? p?ci ?e?skiej), zamieszczaj? od czasu do czasu specjalne dodatki dla panów. Z takiego dodatku m??czyzna dowiedzie? si? mo?e, co jest aktualnie
trendy
, na przyk?ad w zakresie ubioru (s?owo „modny” wysz?o z u?ycia ca?kiem niedawno – teraz to, co jest na czasie, to, co si? nosi, czego si? s?ucha i co si? ogl?da, jest
trendy
). W dodatku dla panów a? roi si? od wyrafinowanych i pracoch?onnych fotografii, przedstawiaj?cych kosztowne obuwie, marynarki, spodnie, fulary, szale i portfele, wszystko to oplecione misternie na wypiel?gnowanych efebach.
MODULARNI
Szczególnie fascynuj?ca okazuje si? kontemplacja zdj?? obrazuj?cych m??czyzn? (w tej roli zwykle wyst?puje odrealniony model rodem z transseksualnych fantasmagorii) wychodz?cego wieczorem w poszukiwaniu towarzyskich przygód. Przygód tego typu szuka? mo?na w miejscach, gdzie uprawia si?
clubbing
(który pono? ju? przestaje by?
trendy
), czyli w klubach. W klubach „si? bywa” z zaprzyja?nionym ?mietankowym towarzystwem, w ci?gu jednej nocy przeskakuj?c kilkakrotnie z jednego nocnego przybytku do drugiego. Z g?o?ników s?czy si? tu
lounge
– rodzaj wyrafinowanej muzyki typu
easy listening
, elektroniki o spokojnym rytmie, wypranej z jakichkolwiek emocji, koj?cej um?czone dusze wielkomiejskiej arystokracji. Muzyka kompilowana jest najcz??ciej przez
trendowych
did?ejów specjalnie na zamówienie
trendowych
klubów. Swoje ?cie?ki d?wi?kowe maj? dzi? bowiem nie tylko produkcje filmowe czy teatralne, ale tak?e i miejsca – hotele, kluby i kawiarnie. Wystrój owych hoteli, klubów i kawiarni nie pozostawia w?tpliwo?ci co do „trendowo?ci” i maj?tku w?a?cicieli. Bywa si? tylko w miejscach wyrafinowanych estetycznie, cho? wzorce tego wyrafinowania zmieniaj? si? rokrocznie. Dzisiaj akurat
trendy
s? modu?y i modularno??. Estetyka modularna a? roi si? od stonowanych kó?ek, kó?eczek, kr?gów, kropeczek, kulek, kuleczek, zatoczek, owali, segmentowanych, toczonych, kr?g?ych, uporz?dkowanych, koncentrycznych, s?siaduj?cych, zawsze w du?ej liczbie, zawsze po?yskuj?cych blado niczym parkiet w realsocjalistycznej dyskotece.
Nie ka?dy wejdzie do modularnej oazy
clubbingu
i bynajmniej nie chodzi o brak funduszy na drogi bilet. Na stra?y klubowej atmosfery stoi selekcjoner, zwany przez z?o?liwych (nie wpuszczonych zapewne do trendowej oazy) segregatorem. I tu powracamy do zdj?? efeba zamieszczonych w dodatku dla m??czyzn. Efeb ma na sobie „porz?dn? koszul?” (to znaczy kosztown?), zabawny krawat (z wymalowanym z wykorzystaniem tandetnej palety Jamesem Deanem albo Elvisem Presleyem), niedopasowane (ale dopasowane – wy??cznie szamani mody wiedz?, które niepasuj?ce do ca?o?ci elementy jednak pasuj?) spodnie, d?insow? kurtk?. W?os d?ugi, opuszczony na jedno udekorowane tuszem oko, twarz wykremowana, paznokcie bez zarzutu. ?adnie. Bardzo ?adnie. ?adnie na tyle, ?eby selekcjonerka ludzi dokona?a w?a?ciwego wyboru, wpuszczaj?c delikwenta do ?rodka klubowej przystani dla wybra?ców. Ona wie, kto mo?e przest?pi? próg. Ona wie, kto swoim zewn?trzem (które przecie? ujawnia wn?trze) zepsuje innym go?ciom bywanie.
Efeb nie zepsuje, bo efeb to bobo.
W latach osiemdziesi?tych z po?eraj?cym swe dzieci potworem spekulacyjnej ekonomii walczyli poczciwi yuppies, w dziewi??dziesi?tych bez dzieci, za to z podwójnym, wypchanym kontem, funkcjonowali DINKS (
double income, no kids
), dzisiaj za? nasta?a na szczycie kapitalistycznej hierarchii ERA BOBO, obwieszczona przez Davida Brooksa, autora opublikowanej w roku 2000 ksi??ki
Bobos in Paradise. The New Upper Class and How They Got There
, modelowego przyk?adu arcydzie?a popsocjologii.
POPSOCJOLOGIA I REMASTERING
To zadziwiaj?ce, jak wiele arcyciekawych pomys?ów na analiz? nowopowsta?ych fenomenów kultury, wylewaj?cych si? szerokim strumieniem z pó?nonowoczesnego tygla, pojawia si? dzi? nie tyle w ?onie u?wi?conych uniwersyteck? tradycj? nauk spo?ecznych, ile w ramach popsocjologii. Tak w?a?nie jest – jak si? wydaje – w przypadku Brooksa, wspó?pracownika ameryka?skiej edycji „Newsweeka” i redaktora „The Weekly Standard”.
Uczeni w socjologicznym pi?mie popsocjologii szczerze nie znosz?, albowiem przypomina im ona (najcz??ciej s?usznie) zdroworozs?dkowe mniemanie niewykszta?conej gawiedzi przekonanej o tym, ?e ka?dy mo?e by? socjologiem, poniewa? ka?dy jest uczestnikiem ?ycia spo?ecznego i co nieco (a zwykle tak zwane „swoje”) na temat owego ?ycia wie. Okazuje si? jednak, ?e wie niewiele, poniewa? os?dza czy analizuje dzia?ania innych na podstawie przyswojonych w trakcie socjalizacji przes?dów, kodów kultury czy po prostu stereotypów, które naby? funkcjonuj?c w takim, a nie innym ?rodowisku. Socjolog akademik, cho? to trudne niezmiernie, stara si? w swojej pracy wyzby? tych stereotypów i przeds?dów, a przynajmniej wskaza? na ograniczenia poznania z nich wynikaj?ce.
Popsocjologia najcz??ciej od stereotypowego postrzegania ?wiata nie ucieka. Popsocjologia to dyscyplina uprawiana przez publicystów, dziennikarzy i prezenterów telewizyjnych, którzy z godnym podziwu zapa?em dokonuj? pseudonaukowych typologii i uogólnie? teoretycznych, cho? z akademick? socjologi? spotkali si? co najwy?ej na zaj?ciach fakultatywnych, i to w niepe?nym wymiarze godzin z uwagi na cz?ste nieobecno?ci (jako ?e przedmiot nie ko?czy? si? egzaminem, wyk?adowca nie by? wymagaj?cy, a tre?ci kursu wydawa?y si? nazbyt b?ahe, by po?wi?ca? im cenny czas). Brooks przyznaje si? do uprawiania popsocjologii bez cienia za?enowania, chrzcz?c j? oryginalnym mianem
comic sociology
.
I sztuka komiksowej socjologii udaje mu si? znakomicie. Co najmniej tak dobrze, jak tworz?cemu na prze?omie wieków XIX i XX Thorsteinowi Veblenowi, twórcy pami?tnej
Teorii klasy pró?niaczej
(wydanej oryginalnie w roku 1899). Veblen, cho? wszed? do kanonu socjologów sztandarowych, nie splami? si? nigdy napisaniem uporz?dkowanego, akademickiego dzie?a teoretycznego. Pisa? ksi??kowej obj?to?ci eseje, które doskonale opisywa?y paradoksy, cienie i blaski ?ycia w ówczesnym spo?ecze?stwie kapitalistycznym. Wiele jego obserwacji nie traci na aktualno?ci do dzi?, z tezami na temat klasy pró?niaczej w szczególno?ci.
Klasa pró?niacza to ludzie, którzy mimo znacznych zasobów finansowych i ostentacyjnej konsumpcji nie ?yj? z pracy w?asnych r?k. ?yj? korzystaj?c z pracy innych ludzi. W ka?dym spo?ecze?stwie, gdzie istnieje cho? cie? stratyfikacji (a socjologia i antropologia spo?eczna nie potrafi? nawet wyobrazi? sobie spo?eczno?ci doskonale egalitarnej), gdzie s? cho? dwa dr??ki hierarchicznej drabiny, tam zawsze pojawia si? klasa pró?niacza. Ta uprzywilejowana, ta, której bóstwa, ideologiczna konieczno??, porz?dek dziejowy, lepsze geny, przymus fizyczny albo przemoc symboliczna (niepotrzebne mo?na skre?li?) pozwala?a na ?ycie w luksusie bez konieczno?ci poddawania si? re?imowi fizycznego znoju. Raz byli to w?a?ciciele niewolników, innym razem feuda?owie, potem bur?uazja. Wszystkie te kategorie zabija?y wolny czas, którego mia?y w bród, za pomoc? konsumpcji na pokaz, któr? Veblen drobiazgowo analizuje: od ostentacyjnego pró?nowania pocz?wszy, na systemie wy?szego wykszta?cenia jako pochodnej ostentacyjnego pró?nowania sko?czywszy. ?ycie na pokaz – które notabene zawsze owocowa?o rozwojem sztuki i nauki – mo?liwe jest tylko po spe?nieniu dwóch podstawowych warunków: znacznego zabezpieczenia finansowego, które nie pochodzi z pracy r?k w?asnych, oraz wolnego czasu, który ma identyczne ?ród?o jak maj?tek – kto? inny mianowicie u?era si? za nas z fabryczn? maszyn?, z polem rzepaku, z pomp? olejow? albo cuchn?cym ?mietnikiem.
Dzisiaj, w spo?ecze?stwie pó?nonowoczesnym, dost?p do konsumowania, tego ostentacyjnego w szczególno?ci, do zasobów, wyznaczony jest paradoksalnie przez fakt posiadania pracy. Kiedy tracimy prac?, automatycznie wypadamy z konsumpcyjnego kieratu. Zwró?my uwag?, ?e warunki dzisiejsze dalece ró?ni? si? zatem od dziewi?tnasto- czy nawet dwudziestowiecznych, kiedy to w?skie grupy niepracuj?cych korzysta? mog?y z dobrodziejstw zasobów wypracowanych przez rzesze innych ludzi, pró?nuj?c na pokaz. Dzisiaj zasoby gwarantuje tylko praca. To ona, zdaniem wielu my?licieli (wymie?my cho?by Ralfa Dahrendorfa), dzieli ?wiat na lepszych i gorszych. Ci lepsi, posiadaj?cy prac? (cho?by ma?o p?atn?), konsumuj?. Ci gorsi, którzy pracy nie maj?, udaj?, ?e konsumuj?, albowiem dzisiaj nie konsumowa? naprawd? nie wypada. Kiedy nie konsumujesz, to umar?e? dla ?wiata, wypisano ci? z wszelkich rejestrów.
Stara koncepcja Veblena musi zatem ulec „remasteringowi”; trzeba j? oczy?ci? z okazjonalnych, dziewi?tnastowiecznych nalecia?o?ci, szumów i trzasków, potem unowocze?ni? jej wyd?wi?k, tak by pasowa?a do pó?nokapitalistycznej rzeczywisto?ci. Remasteruje si? na przyk?ad nagrania. Odnowione ta?my-matki czy?ci si? z nalecia?o?ci i wydaje na nowo, z atrakcyjnymi dodatkami. Oto przyk?ad remasteringu idei Veblena: dzisiaj pró?nuj? jedynie ci, którzy maj? prac?. Ci za?, którzy pracy nie maj?, paradoksalnie wykonuj? ci??k?, niewidoczn? dla postronnych – nieuzbrojonych w socjologiczne szkie?ko – robot?, polegaj?c? na codziennej walce w poszukiwaniu czego? do zjedzenia dla dzieci, czego? do ubrania, czego? do wypicia, aby zaburzy? cho? na pó? godziny koszmarny obrazek za oknem. To w?a?nie ta kategoria wy??czonych nie ma czasu wolnego. Kategoria pracuj?cych wykorzystuje za? swój wolny czas dok?adnie w tym celu, który niegdy? opisywa? Veblen – z pró?nowania czyni? spektakl. B o b o (nazwijmy ich swojsko bobasami) to elita pracuj?cych pró?niaków.
BOGOWIE RESUME
Bobasy stanowi? zatem nieco „zremasterowan?” klas? pró?niacz?. Stara klasa pró?niacza to tzw. stare pieni?dze. Zdobywa si? je przez urodzenie, a potem trwoni. Nowa klasa pró?niacza nie zdobywa pieni?dzy przez zasiedzenie w starych, bogatych rodzinach, tylko zyskuje je poprzez wykszta?cenie, a potem twórcz? prac? z owym wykszta?ceniem zgodn?. Ameryka?skie bobasy zatem – najkrócej rzecz ujmuj?c – to bohema po szko?ach biznesu. Bobo to sympatyczny skrót od s?ów
bourgeois bohemians
. Jak sama nazwa wskazuje, bobasy to finansowa elita, która czerpie zasoby z wiedzy i znawstwa oraz opartej na tych przymiotach twórczo?ci. To
establishment
– jak zdecydowanie og?asza David Brooks – zupe?nie nowego typu. Nowa jako?? na stratyfikacyjnej drabinie.
Bywaj? wzi?tymi prawnikami, ekonomistami, bankierami, wyk?adowcami wy?szych uczelni, edytorami w modnych wydawnictwach, pracownikami agencji reklamowych. ??cz? prac? zarobkow?, która do niedawna nie by?a bynajmniej kojarzona z jak?kolwiek doz? twórczo?ci artystycznej, ze stylem ?ycia charakterystycznym dla bohemy. Przesiaduj? w stylizowanych na Montmartre kawiarenkach, czytuj? zaawansowane dzie?a zaawansowanych rosyjskich pisarzy, do trzydziestki w?druj? po ?wiecie, przemieszkuj?c w tak dziwacznych (dla Amerykanina) miejscach jak Mi?sk (sic!), bior? udzia? w badaniach archeologicznych w Turcji, broni? doktoratów, rze?bi?, ta?cz? i maluj?. Potem nadchodzi stabilizacja, która ze star? – rutynow? i rytualn? – stabilizacj? klasy pró?niaczej niewiele ma wspólnego. S? córkami i synami profesorów, ekonomistów, prawników, artystów. S?owem ludzi, którzy dorobili si? maj?tków na bazie wykszta?cenia, nie za? przez zasiedzenie w rodzinie od pokole? zajmuj?cej si? na przyk?ad czerpaniem zysków z wydobywania ropy. Co jest potrzebne, aby osi?gn?? sukces ekonomiczny w erze informacyjnej? Trzy czynniki, stanowi?ce niezb?dny dzi? do „robienia pieni?dzy” kapita? kulturowy: ?wietne wykszta?cenie, twórczy umys? i kreatywno?? oraz nonkonformizm. Tymi oto cechami obdarzeni s? bobo, których Brooks nazywa bogami résumé, albowiem to w résumé zamieszczanych na ?amach presti?owego „New York Timesa” uwieczniony jest sposób, w jaki nowe pieni?dze manifestuj? swój artystyczny, niekonwencjonalny gust i pró?niaczy pazur.
Résumé stanowi? cotygodniow? obsesj? czytelników pisma nowojorskiej ?mietanki, a zawieraj? informacje na temat odbywaj?cych si? na dniach ?lubów bobo-elity. W og?oszeniach tych zawarte s? nast?puj?ce informacje: drobiazgowo odnotowane wykszta?cenie pana i panny m?odej, drobiazgowo odnotowane wykszta?cenie i pochodzenie spo?eczne ich rodziców oraz szale?stwa planowane w czasie weselnej fiesty – ?lub w czasie skoku spadochronowego, w g??binach basenu, z tortem stylizowanym na wieloryba. Wa?ne, aby weselny potlacz dla przyjació? odby? si? z werw? niegodn? starego pieni?dza. Bez sztampy, bez obowi?zkowego rytua?u, bez przewidywalnych ceremonii i ruchów. Stara klasa pró?niacza jest nudna, nowa na nud? sobie nie pozwala.
Bobo bior? ?luby pó?no – m??czy?ni w wieku lat trzydziestu kilku, kobiety nieco przed trzydziestk?. Przedtem kszta?c? si? na renomowanych wy?szych uczelniach, podró?uj?, bior? udzia? w niekonwencjonalnych przedsi?wzi?ciach, pisz? ksi??ki, kr?c? filmy o tambylcach Amazonii, piel?gnuj? u najlepszych ameryka?skich stomatologów ca?e szpalery b?yszcz?cych z?bów. I przed, i po ?lubie, bobasy konsumuj? z werw?, konsumuj? pi?knie, ekologicznie i kulturalnie. ?yj? zdrowo i kontroluj? ryzyko (którego pono? w ponowoczesno?ci kontrolowa? nie sposób), trze?wo sprawdzaj?c, czy lina, na której dla rozrywki skacz? z mostu w Hiszpanii, ma odpowiedni? d?ugo??.
Nazwijmy taki ?ywot austeri?, albowiem ?ycie bobasa prowadzi niew?tpliwie wzi?ty nowojorski pisarz Paul Auster, autor takich uznanych dzie? jak
Trylogia nowojorska
czy
Timbuktu
, a tak?e scenarzysta s?ynnych filmów
Brooklyn Boogie
i
Dym
. W m?odo?ci Auster je?dzi? po ?wiecie, przemieszkiwa? we Francji, pisa? do ameryka?skich gazet krótsze wprawki. Potem zyska? s?aw? i zamkn?? si? jak Woody Allen w nowojorskim, cudownym wszech?wiecie – mekce kulturalnej konsumpcji. Bobo zatem tworz? i konsumuj? kultur?. Biegaj? na wernisa?e, sponsoruj? artystów, unikaj? fast-foodów, fetyszyzuj? ksi??ki, z wpraw? i elegancj? przebieraj? po klawiszach komputerów, przeszczepiaj? na ameryka?ski grunt europejskie, klubowe nowinki, p?ac? wreszcie za absolutnie bezu?yteczne suknie ze s?omy i folii (autorstwa wzi?tego Polaka Arkadiusa) pi?tna?cie tysi?cy dolarów za sztuk?. Fenomen bobo zatem to suknia podszyta s?om? w miejsce swojskich, s?om? wypchanych buciorów. Klasa pró?niacza epoki, w której wysokop?atna praca jest tylko dla nielicznych – tych, którzy operuj? najwy?szej jako?ci kapita?em kulturowym. Czy mamy zatem takich bobasów w naszym skromnym kraju?
CZY ISTNIEJE BOBO CHOWU KRAJOWEGO?
Kiedy czytam doniesienia na temat wyobra?e? Polaków o zasobnym ?yciu i o bogactwie, zawsze przypomina mi si? s?ynny monolog wyg?aszany przez Ewana McGregora w filmie
Trainspotting
. Warto go tu przytoczy? w oryginale. Posta? grana przez McGregora: edynburski narkoman, niedostosowany, pusty, umieraj?cy z nudów i beznadziei na brytyjskich „wyspach diabelskich”, pluje na ma?? stabilizacj?, która ma by? jakoby wzorem ?ycia lepszego, lepszego przynajmniej od jego w?asnego, popapranego ?ywota:
Choose life
– mówi. –
Choose a carieer. Choose a family. Choose a fucking big television. Choose washing machines, cars, compact disc players and electric tin openers. Choose your future. Choose life. (Wybierz ?ycie. Wybierz karier?. Wybierz rodzin?…)
Takie ?ycie z pewno?ci? wybraliby poddawani socjologicznym torturom Polacy. Bogacz to dla Polaka kto?, kto posiada zmywark?, samochód, mieszkanie, CD, DVD, RTV, AGD i ABS. Bogacz to dla Polaków kto?, kto posiada rzeczy. Polacy nie maj? zatem zielonego poj?cia, jak ?yj? i jak pró?nuj? prawdziwi bogacze. Nie wiedz? – bo i sk?d – jak ?yj? bobo w polskim wydaniu (o ile takowi istniej?). Bobo maj? ju? wszystko, czas zatem w ich wypadku na pró?niacz? twórczo?? i na konsumpcyjny spektakl. Czas na bobo-potlacz. Czy s? w Polsce ludzie, którzy maj? ju? wszystko? Je?li s?, to czym si? zajmuj?? Bobo-austeri?? Co mówi? badania socjologiczne na temat stylu ?ycia wy?szej klasy ?redniej w Polsce? Czy prezentowany przez t? kategori? styl konsumowania cho? troch? przypomina ameryka?skich bobasów?
Przede wszystkim socjologowie wskazuj? (a czyni tak na przyk?ad Henryk Doma?ski w ksi??ce
Hierarchie i bariery spo?eczne w latach dziewi??dziesi?tych)
, ?e najwi?kszy awans spo?eczny dotkn?? po 1989 roku inteligencj? nietechniczn?. Zdaniem Doma?skiego najwy?szy awans ekonomiczny spotka? w ostatnim okresie ekspertów, którzy nie prowadz? w?asnej dzia?alno?ci gospodarczej, a raczej pracuj? na stanowiskach mened?erskich czy kierowniczych w du?ych firmach. Spotka? awans tak?e tych, którzy ??cz? dochody z rozmaitych rodzajów dzia?alno?ci eksperckiej czy specjalistycznej, na przyk?ad pracowników naukowych pracuj?cych na dwóch etatach, do tego t?umacz?cych ksi??ki. Jak zauwa?a Doma?ski czynniki
pochodzeniowe odgrywaj? znacznie mniejsz? rol? ni? wykszta?cenie, niemniej na ka?dym poziomie edukacji zawód ojca ró?nicuje przynale?no?? zawodow?. Ten charakterystyczny ?lad mi?dzypokoleniowej transmisji statusu najwyra?niej wyst?puje w przypadku kategorii umys?owych i w?a?cicieli. Osoby wywodz?ce si? z tych kategorii sytuuj? si? w nich nieco wy?ej w porównaniu z ni?szymi kategoriami pochodzenia. W ?wiadomo?ci inteligencji i „bia?ych ko?nierzyków” tkwi zdrowy instynkt obrony przed degradacj? do klas ni?szych i znajomo?? strategii chroni?cych przed konsekwencjami niepowodzenia w szkole
. I najcz??ciej niepowodzenia szkolne omijaj? dzieci inteligencji nietechnicznej szerokim ?ukiem. Zdobyte w ten sposób wykszta?cenie powinno pomóc zosta? bobasem, wszak konsumpcja na wysokim poziomie wymaga niebanalnego znawstwa i inwencji.
Dzieci inteligencji nietechnicznej, które w tym momencie studiuj? lub podejmuj? wysokop?atn? prac?, mog? pozwoli? sobie na ?ywot bobasa, cho?by z racji wolnego czasu, którym dysponuj?, ?rodków finansowych, które zapewniaj? maj?tni rodzice lub którymi sami nape?niaj? konta oraz odpowiedniego – niezb?dnego do twórczego pró?nowania/konsumowania – kapita?u kulturowego. To jednak, ?e mog? sobie pozwoli?, nie przes?dza jeszcze, ?e jednostki tego typu spotka? mo?na na polskiej hierarchicznej szachownicy. Poszukajmy ich jednak. W poszukiwaniach na terenie najja?niejszej Rzeczypospolitej pomóc nam mo?e stary rysopis autorstwa Veblena:
Konsumpcja na pokaz dóbr najlepszej jako?ci jest sposobem zdobywania presti?u przez przedstawiciela klasy pró?niaczej. Im staje si? bogatszy, tym trudniej mu samodzielnie podo?a? zadaniu i da? odpowiednie ?wiadectwo swego dobrobytu. Zaczyna wi?c korzysta? z pomocy przyjació? i wspó?zawodników, którym rozdaje warto?ciowe podarunki i dla których urz?dza kosztowne przyj?cia i zabawy
. Kiedy za? p?kaj?cy portfel spotka si? z odpowiednim kapita?em kulturowym, tam pojawia si? bobo-konsumpcja.
Hanna Palska, badacz stylów ?ycia ludzi ubogich i bogatych, przytacza w ?wietnej ksi??ce
Bieda i dostatek
szereg wypowiedzi Polaków konsumuj?cych na pokaz. Czy ich konsumpcja zatem przybiera rysy bobizmu? (Skrót bobo – tak na marginesie – nader ?atwo zlewa si? w moim umy?le ze s?owem snobizm, st?d bobizm). Raczej nie, poniewa? od razu nasuwa si? na my?l jedno przynajmniej zastrze?enie: bobizm szyty jest w kraju nad Wis?? na miar? polskiego „dobrobytu” i polskiego poj?cia o „twórczej konsumpcji”. Palska kwalifikuje jako bogatych te osoby, u których dochód na jednego cz?onka rodziny przekracza trzy tysi?ce z?otych, a jest to przecie? poziom dochodów przeci?tnej pracuj?cej rodziny niemieckiej. Mimo relatywnie niskich jak na Europejczyka zarobków, polskie bobasy, tak jak ich ameryka?scy koledzy, je?d?? na przyk?ad po ?wiecie:
pozwalamy sobie z ?on?
– mówi jeden z respondentów Palskiej –
na szale?stwa, to jest na przyk?ad niekontrolowany wyjazd zagraniczny (...) nie wiem, teraz by?y te dni listopadowe, cztery dni ?wi?t, to my?my ni z gruchy, ni z pietruchy pojechali na 9 dni na Malt?. Tak po prostu
. Tyle tylko, warto doda?, ?e dla bobasów ameryka?skich egzotyka to Mi?sk, dla Polaków – tak jak dla niemieckiego czy brytyjskiego robotnika – wyspy po?udnia.
Inni trwoni? pieni?dze, przeznaczaj?c je na snobistyczn? dekoracj? mieszkania, jeszcze inni na stylowe ubrania pokazywane w snobistycznych miesi?cznikach. Jest rzesza takich, którzy przepuszczaj? fortuny w trakcie klubowego szale?stwa, upijaj?c si? dla zabicia stresu albo rzucaj? si? w wir kontrolowanego hazardu. W sumie ma?o w tym polskim konsumowaniu na pokaz charakterystycznej dla bobasów inwencji twórczej, ma?o wyrafinowania, chyba ?e w kuchni. Zami?owanie do wystawnego i egzotycznego jedzenia, docenianie restauracyjnych uroków to rys u maj?tnych Polaków zgo?a „bobistyczny”. Brak tu jednak?e wykraczaj?cej poza sfer? sto?u my?li na temat g??bszych uroków ?ycia, brak p?awienia si? w toni kultury wysokiej, brak og?ady i umiarkowania w topieniu pieni?dzy w banalnych wydarzeniach.
Wszystko to przywodzi na my?l raczej klas? pró?niacz? na dorobku, jak??
part-time upper class
, dopiero co aspiruj?c? do bycia bobo, ci?gle w ogonie, ci?gle gdzie? w tyle. Mo?e polscy pró?niacy z uwagi na d?ugie godziny sp?dzane w pracy kumuluj? konsumpcj? w trakcie nielicznych wolnych chwil i na dobr? spraw? brak im po prostu czasu, aby z namys?em planowa? wystawne pró?niactwo (o takiej kumulacji, przyspieszonym, chaotycznym wydawaniu pieni?dzy pisze Hanna Palska)? A mo?e brak im po prostu kapita?u kulturowego potrzebnego do bycia bobasem, kapita?u narastaj?cego przecie? w ci?gu pokole?? Mo?e dopiero dzieci polskich „pró?niaków na dorobku” awansuj? o jeden stopie? w hierarchii? Jedno jest pewne, oni ju? maj? przedmioty. Ich domostwa upstrzone s? laptopami, palmtopami, zmywarkami, s? wype?nione ciek?okrystalicznym obrazem. Dlatego prost? konsumpcj? przedmiotów u?ytkowych szybko zast?puje si? tutaj konsumpcj? zaawansowan?: bogacze poszukuj? rzeczy niebanalnych, szalenie kosztownych, unikalnych, takich, z których rzeczywistej warto?ci zdaj? sobie spraw? tylko nieliczni. To dla nich wychodzi miesi?cznik „Top Class”, prezentuj?cy tylko produkty z najwy?szej pó?ki, niestandardowe, wykonywane na zamówienie, drogie jak diabli. W Polsce jednak twórcza konsumpcja ko?czy si? w tym miejscu. Maj?tni Polacy bowiem nie wiod? ?ycia bohemy, a jedynie ?ywot poczciwców z klasy ?redniej – to tutaj ma??e?stwo jest stabilne, dzieci grzeczne, dom postawiony, drzewo zasadzone, praca uczciwa i poch?aniaj?ca. ?adnych artystycznych ekscesów, cho?by kontrolowanych. ?adnych niespodzianek, ?adnych nieprzemy?lanych do ko?ca ruchów.
Mo?na – jak si? wydaje – zaryzykowa? twierdzenie, ?e ta w?a?nie grupa inwestuje w swoje dzieci najwi?cej i w sposób najbardziej przemy?lany, nie dopuszczaj?c my?li o degradacji spo?ecznej swoich pociech w przysz?o?ci. Bior?c pod uwag? mechanizm dziedziczenia pozycji klasowej, trudno nie zauwa?y?, ?e ludzie, w których inwestuje si? w dzieci?stwie (inwestuje si? w ich rozwój intelektualny, artystyczny, spo?eczny, rozbudowuje si? innymi s?owy ich kapita? kulturowy za spraw? dost?pnych rodzicom zasobów oraz ich wiedzy) powiel? w najgorszym wypadku styl ?ycia i uprzywilejowan? pozycj? spo?eczn? swoich rodziców. W najlepszym za? awansuj? i wpadn? w sid?a bobizmu.
Zauwa?my, ?e polskie media lubuj? si? w doniesieniach na temat bogaczy przeczulonych na punkcie kariery swojego potomstwa. S?yszymy, ?e planuj? ?ycie swoich pociech w najdrobniejszych szczegó?ach, skrz?tnie dbaj?c o wype?nianie dzieci?cego kalendarza zaj?ciami u?ytecznymi z punktu widzenia rozwoju. Innym razem – co powoli przeradza si? wr?cz w swoist?, ludow? mitologi? w naszym kraju – s?yszymy, ?e ju? w brzuchu matki ludzie tacy zapisuj? swoje dzieci do drogich, elitarnych przedszkoli dla tuzów biznesu, gdzie na dzieci? czyhaj? cztery j?zyki, rytmika, muzyka klasyczna z nauk? gry na fortepianie, plastyka z artyst? malarzem i podstawowy kurs ekonomii wolnorynkowej. Z punktu widzenia rozwoju kapita?u kulturowego i spo?ecznego dzieci, podobne dzia?ania rodziców – cho? medialnie przerysowane – s? nieg?upie. Wszak, jak donosi socjologia, styl wychowywania maluchów ma kluczowe znaczenie dla ich pó?niejszej kariery edukacyjnej i spo?ecznej.
Dla przyk?adu, Hanna Palska wskazuje, ?e osoby, które dzisiaj zarabiaj? powa?ne kwoty, s? wykszta?cone i posiadaj? kapita? kulturowy klasy ?redniej, mia?y w wi?kszo?ci wypadków cukierkowe wr?cz dzieci?stwo.
Znakomita wi?kszo?? badanych
– pisze Palska w
Biedzie i dostatku – okre?la swoje dzieci?stwo jako udane, bezpieczne i szcz??liwe. W wielu wypowiedziach obecna jest nieco idylliczna (...) metaforyka ciep?ego domu, gdzie wszystko mia?o swoje miejsce, a dzieci by?y wa?ne i kochane
. Domy respondentów Palskiej pe?ne by?y ciep?a, mi?o?ci, ksi??ek, bibelotów, a rodzice si? nie rozwodzili. Okazuje si?, ?e w tak idylliczny sposób przedstawiaj? t? sytuacj? nie tylko bogaci doro?li, którzy prze?yli j? jako dzieci, lecz tak?e rodzice, których dzieci w chwili obecnej maj? po kilka lat. Mia?em ostatnio przyjemno?? analizowa? badania przeprowadzone w ramach prac Polskiej Fundacji Dzieci i M?odzie?y, badania na temat stylów wychowywania ma?ych dzieci w Polsce. Rodzice przedstawiali w przeprowadzonych wywiadach ?ywot swoich dzieci jako zaplanowan?, pe?n? rozmaitych bod?ców wychowawczych sielank?, dok?adnie tak, jak respondenci Palskiej przedstawiali swoje dzieci?stwo.
Okazuje si? zatem, ?e inwestycje rodzicielskie po??czone z dba?o?ci?, charakterystycznym dla klasy ?redniej stylem ?ycia zwi?zanym ze wzgl?dn? nierozerwalno?ci? ma??e?stwa, domem przepe?nionym uczuciem i pozbawionym wi?kszych spi??, owocuj? ?wietnie wykszta?conym, twórczym, sprawnym umys?owo dzieckiem, a potem doros?ym cz?owiekiem, który ?wietnie sobie radzi na wolnym rynku. S?owem – owocuj? bobasem. Czego i pa?stwu, i sobie (moja ?ona jest w?a?nie w ci??y) – mimo wszystko – ?ycz?.
o odrze
kronika
pocztówki literackie
prenumerata
lista mailingowa
archiwa 1996-8
© odra.okis.pl code by
konekto.com