| > Pocztówki literackie> |
 |
|
Klatka z codzienności
kiedy ciekawa chciałaś dotknąć pierwszy raz
rozmawialiśmy o zakładaniu konta przeprowadzce
wspólnych wyjazdach do górskiej chatki babci
tylko tam moglibyśmy wspiąć się na wyżyny
dokończyłbym książkę ty zrzuciłabyś parę kilo
i byłaby pewność że nie zmarnujemy czasu
[Czytaj]
|
 |
|
|
Piotr. Mogę mieć chyba tylko nadzieję na ich zrozumienie. Chociaż wolałbym mieć wiarę, ale z tym trudno jakoś ostatnio, jeśli chodzi o pisanie. Wydaje mi się jednak, że jestem gotowy nawet na najbardziej zębatą krytykę, najwyżej zostanę pożarty.” Nie uchybiam pana nadziei ani też wierze, bo zacny z pana człowiek i wrażliwy jak należy. I pewnie moglibyśmy sobie przy piwie z łezką w oku poopowiadać, jak to nasza wrażliwość toczy się przez okrutny świat, nie w tym jednak rzecz. Przeczytałem trzy wiersze i odpowiadam w trzech zdaniach. Spodobała mi się tylko jedna fraza. Coś o ptakach, które jak szkice przestrzeni na wolny temat. Pozostałe rzeczy rozsypują się, nic je nie wiąże albo raczej to, co miało wiązać, na razie jest dość słabe. To ma pan u mnie na pewno: zrozumienie. Rozumiem, co gryzie bohatera tych wierszy i w jakich nastrojach bywa. Ale to nie jest jeszcze poezja rozumiana jako sztuka słowa. Potrzebne jest większe skupienie, kondensacja obrazów i myśli, w tym musi być muzyka, brzmienie, które nosi pan gdzieś w środku. Wolność, o której pan wspomina, paradoksalnie potrzebuje porządku, bata formy. I pan musi na ten bat przystać. I ten kaganiec sobie założyć. Wiem, na razie brzmi to jak profanacja. Ale kiedyś pan mnie zrozumie.
[Czytaj]
|
 |
|
Tundra
Kryształki szronu, sine plamy niby rozetnik
lub jaskrawiec, który zdrapywałem z kory
tamtych niskich jabłoni, cienkiej i błyszczącej
jak rybia łuska. Poniżej, w wysokiej trawie,
czasem udawało się znaleźć kanię, ale częściej
krowi placek zaschnięty na grudę albo strzępek słońca,
zakopany niedbale w kretowisku.
Jeśli miało się szczęście, starczało go
na cały dzień. Wtedy można było rozchylić trzciny
w wiadomym miejscu, przejść
po prowizorycznych mostkach na polanę
i przykładając ucho do mchu rozmawiać
z Chińczykami, albo z pasażerami pociągów,
gdyby nie to, że nasze pociągi woziły jedynie węgiel
do elektrociepłowni. Terkotały za to nieźle,
na ten dźwięk wbiegaliśmy na szczyt
śmieciowej górki i liczyliśmy wagony.
Wyobrażaliśmy sobie, że pędzimy w nich
przez puste stepy Syberii, siedząc na podłodze
pokrytej kryształkami szronu i sinymi plamami,
niewyraźnymi jak wspomnienie albo sen.
[Czytaj]
|
 |
|
***
Świat zaczynał się kiedyś na trawniku przed domem.
Bezwiednie mijaliśmy się na jego progu patrząc sobie w twarz
i nie musiałem
w zapalczywości,
a może raczej w trwodze
paść się
każdym
trafionym
słowem
o Tobie.
[Czytaj]
|
|
|
Natalia. Urocze są te pani wykłady z antropologii kultury. Gdy zacznie pani pisać wiersze, proszę dać znać. A teraz poważnie: w nadesłanym zestawie dominują partie opisowo-eseistyczne. Nie przeczę, nie brak w nich bystrości i dowcipu. Nie wiem zatem, dlaczego poczułem się jak na wykładzie. Byłem przygotowany na niespodziankę, zaskoczenie, poruszenie. Tego oczekuję od wierszy. Nietypowego ruchu znaczeń. Poruszenia języka, poruszenia wyobraźni, poruszenia w składzie rupieci i konwencji, wreszcie poruszenia jako wzruszenia. Zatem śmielej z poruszaniem. Śmielej ze zmierzaniem do sedna. Rozwlekłe partie opisowo-eseistyczne zachowajmy dla prozy. Autorka tak dobrego tekstu jak entolomogia na pewno wie, o co chodzi.
[Czytaj]
|
|
/andrygon/
Chciałbym być chłopcem.
Chłopcem – wampirem.
Chłopcem o niebieskich oczach
i opaloną rączką
głaskać sobie ptaszka.
[Czytaj]
|
|
Halina. Felietonowe te wiersze, zazwyczaj z publicystyczno-satyryczną tezą. Nie widzę w tych zapisach prawdziwej twarzy, jest kabaretowa maska ulepiona z retorycznej pulpy. Wypowiada się kwestie na dowolny temat. Błyskotliwie się wypowiada, z niejakim talentem. Toczy się słowna aktywność po powierzchni zdarzeń, wśród stosunkowo prostych dyspozycji języka. Brakuje mi poezji. Czyli tego czegoś głębszego, poważniejszego. I zauważyłem, że im krócej, tym lepiej. Dlatego zabawiły mnie przez chwilę dwa teksty – Dlaczego? i Bezrobocie. Pomyślałem, że niezłe, a potem szybko o nich zapomniałem.
[Czytaj]
|
|
Priwiet
Puszkin ostrzegał - idiotko, gdzie leziesz
smakując życie i szczęście, zamiast wiekuistych
nocy. dość,
że przeżył cerkwie i na Kaukazie kościółki
tycie, tycie. w martwych ikonach żal; odbijam akcent
po tacie, niby z sierpa i młota. ojczyzno wybacz,
Hospodi Chesnokova śpiewam pod Kremlem - czy wpuszczą,
swołocz?
[Czytaj]
|
 |
|
|
Ewelina. Przeskoczyła pani kilka wstępnych etapów i jest już bardzo świadoma tego, co robi. Te wiersze nie zdarzają się przypadkiem. Są w pewien sposób zaplanowane, a potem odmierza się je, wyważa i kończy. To są fakty literackie, jak sądzę, a nie tylko psychoterapeutyczne. Dlatego proszę o jeszcze większy wysiłek, dalsze starania. Na przykład ważna jest precyzja. Beatrycze – królowa nocy powinna być raczej wyganiana czy przeganiana, a nie rozganiana, gdyż to określenie dotyczy grupy ludzi, wręcz tłumu. Nie można rozgonić jednej osoby. Chyba że temu czasownikowi czy utworzonemu odeń imiesłowowi nadamy nowe znaczenie, lecz tu nie ma o tym mowy, pani trzyma się tradycyjnej konotacji. Zdarzają się więc takie drobiazgi. A na tym etapie nie powinny się zdarzać. To one cofają panią do przedszkola. Utwór Kirigami w tym kontekście (konsekwencji i dyscypliny) wydaje się najbardziej krystaliczny, zakończony, dopracowany.
[Czytaj]
|
 |
|
sanki
Z żalu nie można się potknąć, podskocz
przecież wiemy nie będziemy iść do końca
trzymać flagi w dłoniach
nasłuchiwać odgłosów domu ze studni
powiewamy pozbawieni wspomnień
wbici na szczycie góry nazywanej śmiercią
[Czytaj]
|
|
Martyna. Prawomyślne te liryki, to znaczy, że i prawe, i myślne. Porządek, logika, akuratność. Chyba przydałoby się więcej czucia, trochę dzikości, pieprzu, nierozsądku. W tej chwili brzmią jak wypracowania prymuski. Dlatego zająłem się wyszukiwaniem niespodzianek, czyli tego, co się prymusce wymknęło, a co kontaktuje nas z treściami ukrytymi pod zgrabną maseczką. Zatem bardzo piękne wydały mi się te oto strzępy: Upatrzysz sobie jakąś, a ta / już weźmie kudły za pas i zamiast źrebaka / na niebie widzisz zapałkę (to o chmurach), Czy ta przestrzeń, z której wystąpiłam / lekko jak puszysta fala w zatoce, / podobnie zakłada swoje nic a nic, Jest mi teraz / tak jasno / że twarze umarłych / widzę wyraźnie.
[Czytaj]
|
|
Na pamiątkowej fotografii
Ołów stał się miarą istnienia, ziemia
pachnąca łętami i kartoflanką, testamentem,
nawet nie mogli kopać, tak pięknie lśniły
buty na wysoki połysk.
[Czytaj]
|
|
Michał. Dostojnie i z namaszczeniem pan pisze. Wzorce jakby nie z tej epoki. Wrażenie sztuczności wiąże się również z nieobecnością podmiotu. To znaczy on jest, ale pan robi wszystko, żeby nie odczuwało się jego obecności. To mnie nie razi, wprost przeciwnie, mam to za całkiem dobry pomysł. Taki efekt podmiotowej obcości poniekąd wynika ze skoncentrowania się na opisie. I te opisy są dostojne, namaszczone, niespieszne. Trudno coś wyrokować na podstawie trzech utworów, tym bardziej że jest to poetyka z gruntu mi obca. Za mało w niej „nerwów”, za mało werwy. Pan bardzo poważnie traktuje coś przebrzmiałego i mocno skonwencjonalizowanego, dlatego nie mogę się z tym dogadać. Jest to dla mnie na razie nieobecne, nieme. Zupełnie tak, jak w pańskim utworze: gdzieś gdzie / nieobecni niemi / strugają syryngi.
[Czytaj]
|
 |
|
Czytanie listu
Nie dojść do strzępów liter, nie przywołać
do porządku. Smutek w Karpaczu, zachód
słońca w Sydney. Nocą najlepiej widać
odległości. Kora znów się sypie. Pocieszyciel
znika w szklance jak brandy. Ciągnie
puste wagony, opóźnionym z Wrocławia
[Czytaj]
|
 |
|
|
Agnieszka. Tak położony nacisk na śpiewność tekstu, mocne zrytmizowanie i natrętne rymowanie nie przynosi dobrych rezultatów. Nie chodzi o to, że staroświeckie i niemodne, tylko o to, że pozbawione świadomości formy i źle zrobione. Pani do tego podchodzi z całą powagą, wręcz patosem, a użyte środki kojarzą się z pastiszem, parodią, kabaretem. Czytelnik czeka na perskie oko, na sygnały żartu z konwencji i ich nie otrzymuje, bo pani naprawdę tęskni, przeżywa i płacze w formie, która w takiej postaci już się do tego nie nadaje. No chyba, że to po prostu są zgrabne pioseneczki, a ja się nie poznałem. W takim razie najbardziej prosty i czysty jest tekst pierwszy pt. Droga do domu. Być może przypadkowo, lecz jednak szczęśliwie unika w nim pani dwuznacznych sytuacji i jednoznacznej grafomanii w stylu Za chwilę ujmiesz mnie za rękę/ Milczenia z siebie zrzucę mękę.
[Czytaj]
|
 |
|
NIC SIĘ NIE STAŁO
nic się nie stało i już się nie odstanie
więc niech tak będzie - możemy jedynie
odprawić jakieś voodoo na pamiątkę naszych
plemiennych dorocznych godowych
przygodowych przygodnych tańców
[Czytaj]
|
|
Dominik. Niektórzy używają pojęcia „niedorobione”, mnie ono nieco razi. Nie chodzi o to, żeby pan popracował nad tymi tekstami, poprawił, dorobił i byłyby „dorobione”. Po prostu w panu nie wszystko jeszcze jest gotowe, by pisać dobre wiersze, coś próbuje się wysłowić, wykrystalizować, i to coś wyrzuca z siebie strzępy, które na razie nie przekonują, nie trafiają w sedno. Trzeba określić sedno: o czym i jak pan będzie pisał. I z jakim przekonaniem, pasją. Na razie mamy do czynienia z lekka poruszoną, wrażliwą galaretą, która szuka swej własnej foremki. Trzeba uwierzyć w siłę, prawdę i wyjątkowość poezji, w jej czystość mimo wszystko. A ona u pana jest na razie tylko „burdelmamą”. To był cytat, oczywiście.
[Czytaj]
|
 |
|
Matka Polka
mam austriackie korzenie, herb i te sprawy,
szwedzkie imię, pruskie naleciałości,
ojca germanofila, ciotkę nazistkę;
lubię amerykańskie Mustangi (bas),
włoskie sztućce, duńskie razowce,
trzymam dystans kilku metrów pomiędzy sobą a rozmówcą,
po mieszkaniu szwenda się niebieski Brytyjczyk,
czasem bełkoczę bez sensu po frankofońsku,
przeklinam Arabów i Rosjan,
ale mile wspominam dzieciństwo nad Sekwaną.
a tak naprawdę,
chciałabym być
[Czytaj]
|
 |
|
Antek. Duża zręczność w układaniu słów w taki sposób, żeby nie wydawały się banalne, żeby opowiadając coś, zwracały jeszcze uwagę na to, jak są ułożone. Tak więc stworzył pan swoją własną formę lub foremkę. To jest dość interesujące. W tym miejscu moje uznanie się kończy. Brakuje wyczucia wagi i ważności, brakuje pomysłu na interesującą treść. Formę już pan ma, teraz trzeba sobie „natreścić treści”, że tak powiem w duchu Białoszewskiego. Trzeba się pokręcić wokół pytań podstawowych, wokół traumy i przeżycia, wyrazistego światopoglądu, uniwersalnego problematu, wokół czegoś bardziej istotnego niż dotychczas. Czytelnik ma się zatrzymać poruszony, dotknięty, złapany na gorącym uczynku nagłego odczucia niespodzianki, tajemnicy, dziwności zaprojektowanych przez pana wierszy. Na razie do czegoś takiego nie dochodzi.
[Czytaj]
|
 |
|
Strefy koni
Tu się mówi largo. Spomiędzy żerdzi przesiąka
dźwięk. Las dzierży chrobot. Dźwiga się ciało.
Śpiew koni tnie ścieżkę jak skalpel. Kiedy gorączka
smagała nas batem, chciałem cię zmusić do płaczu.
Słodka chłosta sierpnia i głód na pokładzie. Owady
otrzepywały skrzydła. Komary cięły powietrze.
Potrzeba nam czegoś więcej. Obiecałaś zamknąć
oczy i kiedy je zamknęłaś, las wystąpił z brzegów.
[Czytaj]
|
 |
|
|
Bogna. Niepokojące, dzikie obrazy, obsesja ciała, krwi, piersi i mleka, a w tym wszystkim nieustannie powracający motyw wilków i czegoś zajadle wilczego. To wszystko skłębione, chaotyczne, nieraz nie wiadomo po co i skąd. Być może pani poetyka nie potrzebuje żadnych wyjaśnień i przypisów, ale proszę mi wierzyć, przeciętny zjadacz poezji byłby wdzięczny za kilka wskazówek, sprostowań i nieco więcej jasności. Krótko mówiąc, dyscyplina i „uspokojenie obrazowania” tej rozbuchanej wyobraźni (i zranionej wrażliwości) wyszłyby na zdrowie. A warto nad tym pracować, bo talent pierwszej wody.
[Czytaj]
|
 |
|
Kuba. To jest już dobre, lecz mnie nie przekonuje. Pan jest sprawny, świadomy, miejscami błyskotliwy. Takie zgrabne utwory zwyciężają w konkursach poetyckich, widuje się je w prasie literackiej. Szkoda byłoby, gdyby pan na tym poprzestał, zatrzymał się i nie zrobił kilku jeszcze kroków w stronę niepokoju, niepewności, zagadki. Być może ten chroniczny racjonalizm nie jest tu do przeskoczenia, ale warto próbować, skoro posiadł już pan podstawowe umiejętności. Z nadesłanych utworów najbliższy jest mi czekanie-kolęda, ucieka pan w nim od oczywistości i już nawet zaskakuje.
Inez. Dziwne jest w tym pisaniu to, że samowiedza na razie nie współgra z talentem. Jeżeli w ogóle można mówić o talencie, biorąc pod uwagę niesłychane natężenie banałów, stereotypów i niezręczności. Natomiast samowiedza przynosi ciekawe efekty ironiczne, uszczypliwości dotyczące własnej niemocy, naigrywanie się z „romansowania z Ambicją Literacko-Kreatywną”. Szkoda że ciągle przeważa to pierwsze, fundując fragmenty tak niezdarne i doprowadzające do skrajnej rozpaczy, jak choćby ten: Przyjaciół poznaje się w biedzie./ Dziecinnie proste./ Stereotyp dawnych czasów./ Ów frazes niczym kameleon/ ontologicznie zmienił skórę. O, tak zmiana skóry bardzo by się przydała. I wcale nie musi być ontologiczna. Zacznijmy skromniej, od estetycznej i epistemologicznej. Ha!
[Czytaj]
|
 |
|
chyba śnisz
od czasu potopu na języku pozostała szczątkowa wilgoć do sklejania końca z końcem.
ze snu wybija rzeka brzękliwej łuski. woda dźwiga rzęsę. zielone pojęcie o życiu
nie takim znów płytkim w porównaniu z idylliczną pustką nieba
[Czytaj]
|
|
berlin (pierwsza piosenka dla a.)
I w tej wieczności ustawiony jest też twój powrót,
i gdy nastąpi, część mnie odejdzie z tobą
i tam na ruinach spróbuje napisać
inny wiersz o tym mieście, którego nigdy nie widziałem
[Czytaj]
|
|
Grzegorz. Dużej klasy talent stylizatorski i na razie nie widzę niczego więcej. Próby przenoszenia rytmizacji z figlarnych fragmentów stylizatorskich ma poważne konfesje poczytuję za nieudane. Rzecz jasna, mogę się mylić. Wydaje mi się jednak, że ten hołubiony przez pana rytm nie obsługuje wyznania, natomiast świetnie sprawdza się w formach ludycznych. Nie wiem, co pan zrobi z tą swoją sprawnością, na razie wygląda to na poszukiwania czy wręcz miotanie się pośród różnych rejestrów. To nie układa się w całość. Bardzo dobrze odebrałem zacną „Opowieść Almy” i wyborną balladę „Tam nad rzeką”.
[Czytaj]
|
|
bożeciało. czwartek
dziewczynki sypią kwiaty kobietom po trzydziestce
wypadają włosy ukradkiem czepiają się ubrań
obcych mężczyzn ich drobnych żon tych na tacę
małych chłopców którzy myślą o trudnym do przejścia
ostatnim levelu gry. tej gry.
[Czytaj]
|
|
|
Bartosz. Tylko nieliczne perełki przykuwają moją uwagę, na przykład to o bałwanie na strychu, co topił się w samotności. I jeszcze: Dzieci wiatru żyją nad zatoką wspomnień. Jednak dominuje bałagan, swoista anarchia, wielosłowie. Proszę śmielej ciąć, skracać, unikać dopowiedzeń, dosłowności. Już lepiej zostawiać szansę na tajemnicę i przestawić się na inny rytm, bowiem pan pisze jak prozaik, ciągnie małe opowiadanka. A ta fraza powinna być bardziej gęsta w poetyckim sensie, mniej wydarzeń, a więcej obrazów. Unikać natrętnych komentarzy i pytań retorycznych. Dobry obraz poetycki tłumaczy się sam, nie potrzebuje namolnej retoryki.
[Czytaj]
|
 |
|
POKÓJ MARCINA
nie dogodzisz marcinowi, choćbyś przyniósł konfitury,
kompot z malin zagrzał, nakarmił przez usta. choćbyś
marcina poprawił poduszce, pierzynie marcina dogładził,
nie dogodzisz rzeczom, które chłoną ciało chłopca
przyparte do łóżka, do licznych przyparte łóżek.
świadkowie marcina i marcin, naoczny świadek rzeczy,
serdecznie mają dość tych wszystkich uprzejmości,
dość mają własnych spraw i dość mają tego miejsca
[Czytaj]
|
 |
|
Katarzyna. Ciąg dalszy korespondencji zaczętej od krytyki staroświeckiego, patetycznego języka, który kojarzył się z niedobrymi młodopolskimi wzorcami. Teraz mała zmiana, zaczyna pani unowocześniać swój język, a tej sztuczności coraz mniej. Ale ja ciągle nie jestem przekonany do efektu końcowego. Oczywiście, chodzi mi o efekt przejściowy, bo zakładam, że będzie pani szukać i rozwijać się dalej. Tamte stare wiersze mimo wszystko miały charakter, miały energię mimo staroświeckiej szaty językowej, te nowe są blade, o niczym. Nawet odświeżony język im nie pomaga. Trafiamy na następny ważny problem: co jest moim tematem, o czym chcę pisać prócz pisania o języku i o pisaniu wierszy? Jakie fakty psychiczne, jaka postawa wobec świata, jaka filozofia, jaki obraz tak zwanej rzeczywistości itd? Żaden język, nawet ten najlepiej ustawiony, nie pomoże, jeśli pani nie przeprowadzi ze sobą rozmowy na temat świata, który w tych wierszach ma być dopuszczony bądź niedopuszczony do głosu.
[Czytaj]
|
 |
|
złamazia
słychać jak się pożywia, ma głos
inny od znanych dźwięków. źrenice,
zwężają się, syczą. niewidoczne
granice przekroczyła już dawno,
[Czytaj]
|
 |
|
Magdalena. Wiem, wiem, wiek nie ma nic do rzeczy. Jednak gdy wspomnę swoją siedemnastoletnią głupotę i porównam z tu przedstawioną siedemnastoletnią mądrością, to nie mogę wyjść z podziwu. Chcę powiedzieć, że jak na siedemnaście lat, to ho-ho. Być może nie ma niczego bardziej upokarzającego dla poety jak to, co przed chwilą zostało powiedziane. Okrężną drogą zmierzam do pointy: podziwiam przedwczesną dojrzałość i subtelną mądrość, lecz nie ma we mnie aprobaty dla formalnego wyrazu tych predyspozycji. One nie przekładają się na język, który miałby dla mnie większą wartość. W tym dążeniu do oryginalności i własnego języka poezja bywa niedojrzała i niemądra w życiowym sensie. Jest to kwestia słuchu i intuicji. Nie ma rady: trzeba zaufać temu czemuś w sobie, co niezbyt łatwo poddaje się osądom zwyczajowego dyskursu, zwyczajnej mądrości i zwykłej logice. A pani to potrafi, podobnie jak bohaterka jednego z wierszy oświadczająca: Po tych wszystkich zgonach wstaję by się podnieść z dna nieba na wierzchołek piekła. Otóż to. Potrzeba czasu, cierpliwości i większego bagażu doświadczeń. I wiary w wyrażalność życia i siebie poddawanej przez życie próbom i eksperymentom. Odrobina humoru i autoironii też by się przydała.
[Czytaj]
|
 |
|
Jacek. To nie jest pozbawione talentu. Koniecznie pisać, rozwijać się. I sprawdzać się w różnych konfiguracjach, układach i środowiskach, a to znaczy: wysyłać na konkursy i do redakcji czasopism. Zainteresowanie samo nie przyjdzie, długo i żmudnie na nie się pracuje. Z rzeczy nadesłanych najmniej jestem przekonany do cyklu pt. Pańskie wiersze: owszem łapię ten koncept, lecz odstręczają mnie szczegóły wykonania, to jest miejscami przegadane, sztuczne. Nie przesadzajmy z eksperymentami. Pan ma już o wiele więcej do powiedzenia, a do zabawy słowami wszak kiedyś będzie można wrócić.
Konrad. Dwie rzeczy mnie tu zainteresowały – mitologia PRL-u (oczami dziecka) i gry frazeologiczne, nieraz bardzo zabawne, innym razem nieco wysilone. Niektóre wiersze czy fragmenty bardzo świeże, zalecające się błyskotliwością, której nie znajdzie się u poetów zbolałych czy patetycznych. To wielki plus. Minusem jest prześlizgiwanie się, felietonowość, rozglądanie się za efektem, ciosanie pointy. Gdy pan o tym zapomina, powstają rzeczy całkiem ciekawe.
[Czytaj]
|
 |
|
A gdy sufit stanie się podłogą i zatęsknię za tobą?
Przewróciłam już wszystko do góry rękami
Nie mam więcej siły na szukanie śladów
Zatopionych na dnie oka, gdziekolwiek jesteś
rozpraszasz się. Okno tej łodzi jest zaparowane,
[Czytaj]
|
|
Olaf. Oj, nie trafiają mi do przekonania te wiersze, trzeba zmienić wszystko i sprawić, żeby język był bardziej naturalny, a nie tak sztuczny i wysilony. To tak jak z nauką języka obcego, pan musi zacząć myśleć wierszem, a nawet śnić wierszem, wtedy dopiero wychodzi z nas ten odpowiedni szyk i wpadamy we właściwy rytm. Po prostu tej sprawie trzeba się bardziej oddać, poetą jest się non stop. To, co na razie słyszę, wydaje się zewnętrzne, powierzchowne, okazjonalne, jakby teatralne i konwencjonalne. To nie jest poezja w moim rozumieniu, to nie jest odsłonięcie i odkrycie, przeniknięcie i poznanie.
[Czytaj]
|
 |
|
lipiec. nadodrze
nie wolno całować dłoni braciom. tym bardziej
miękkiego axis mundi, ciepłych stron wewnętrznych.
wzajemna grawitacja prawie zagraża ziemskiej; boję się
porozbijać, dlatego lepiej z daleka. lepiej obserwuj
spod rzęs, z ukrycia. między trawami
wilgnie powietrze, kładzie się gęsto jak olej. czereśnie,
piwo. nadodrze zacieśnia się do nas, do lipca,
do paru metrów dalej. doba do popołudni.
[Czytaj]
|
 |
|
Artur. Próba napisania apokryfu o świętym Amandusie wcale zręczna, lecz bardziej zajęły mnie wiersze, w których sprawność jakby inna, bardziej naturalna, niewysilona. Ona mnie właśnie zaskakuje w zderzeniu z faktem, że pod zestawem podpisał się uczeń drugiej klasy liceum. Z tych trzech wierszy każdy ma w sobie coś, co potrafi przykuć uwagę. Dwa pierwsze bardziej zwarte, trafnie zmetaforyzowane i w interesujący sposób rytmiczne, trzeci jakby puszczony, przypominający wiersz wolny, oparty na koncepcie „słoików w piwnicy”. Koncept świeży i interesujący, ale całość trochę się rozsypuje. Brak temu wierszowi czegoś, co by go wiązało, spinało. I uwaga z rymowaniem. W tych wierszach jest ono całkiem na miejscu, jest taktowne i niebanalne, ale są momenty kojarzące się z czymś mechanicznym, bałbym się zbytniego w tym względzie rozpasania. Przed autorem szereg rozstrzygnięć i wyborów związanych właśnie z tym fascynującym stykiem wiersza regularnego i wiersza wolnego. Umiejętność wyboru formy adekwatnej do uczuciowego napięcia i sytuacji lirycznej będzie ciągiem dalszym doskonalenia się, o którym myślę.
[Czytaj]
|
 |
|
Patryk Nikodem
astralne pajęczyny w drodze na światła
łapię ostatnie flashbacki lata
wygląda na to że wszystkie zjawy
znikają w ten sam sposób
ludzie chowają się w kwantach
ja wciąż słucham starych drzew
[Czytaj]
|
|
drzewniaki
Trochę patyków leży pod drzewem, liczę do ośmiu. Cofam się do sześciu
i widzę siódemkę. Najseksowniejszą z liczb. Jest wpół do szósmej,
jak mawiał kumpel szukając dystansu po drugim piwie. Badyle są przaśne.
Trudno ocenić, czy były łamane, ale mają małe burchle po liściach,
więc nie ma to znaczenia, czy były łamane, bo burchle są ciekawsze.
Oczywiście pomyślałem o patyczakach, bo zawsze szuka się życia.
Jednak wolę je suche, tak żeby nie chciały lecieć po rzuceniu.
Dobrze brzmiące słowo chrust. Wyprowadzające z miasta.
[Czytaj]
|
 |
|
|
Marek. Odezwał się pan po kilku latach. Duży postęp, jeśli chodzi o prozę. Gratuluję konkursowego lauru. Również niezła ta próbka dramaturgiczna. Natomiast z wierszami nadal nie wychodzi. To chyba nie jest pański żywioł. Jak na mój gust, są zbyt sprozaizowane. Pan nie ma w sobie rytmu albo go jeszcze nie słyszy. Nie mam nic przeciwko sprozaizowaniu poezji, jeśli za tym stoi świadomość wyboru i określony, przemyślany cel. Pan zapisuje pomysły i przelotne stany jak lecą, nie wiedząc, że można to wyrazić inaczej. To nieprawda, że poezją jest wszystko, co nam przychodzi. Poezja zaczyna się z momentem selekcjonowania tego, z wizją takiej selekcji. Tak zwana prosta, bezpośrednia konfesja tak naprawdę nigdy nią nie jest. Pan musi to zrozumieć. Albo też z większym oddaniem zająć się prozą.
[Czytaj]
|
 |
|
Pejzaż miejski (VI)
Miasto zamarzło. Tamtej nocy mróz narysował drzewa białymi kreskami
a gawrony obsiadły zużyty tramwaj. Przygarnęła mnie ciasnota na Kilińskiego
- mówisz. - Pewne rzeczy są jednak możliwe. Od wczoraj stłoczeni na przystankach ludzie
kaleczą się zniecierpliwieniem. Łokciami rozpychają zmrożone powietrze.
[Czytaj]
|
|
Aleksandra. Ja chyba nie lubię takiej bombastycznej retoryki, takiego szastania słowem z przytupem. Strasznie głośna ta deklamacja, głos się niesie w pustej sali. A gdyby tak o pół tonu ciszej? Wówczas ta ironiczność pani, napięta aż po uszczypliwość i szyderstwo, byłaby w stanie ujawnić zagłuszone półtony i smaczki w stylu „każde wyplute przeze mnie słowo/ obraża mnie i staje obok”. Na początek zaleca się ćwiczenia głosowe; pomysły są, a inteligencji również nie brakuje.
[Czytaj]
|
|
Małgorzata Lebda
nie wywołuj ciała z kobiety
nie wywołuj ciała z kobiety zacznie wtedy zadawać pytania
[Czytaj]
|
 |
|
|
Krzysztof. Różnica między pańską poezją a prozą jest kolosalna. Kolejne próbki poetyckie pozostawiły mnie obojętnym. Nie chcę powiedzieć, że są niezdarne. Raczej: nijakie, niewyraziste, jak smugi na dalekiej szybie. Pan coś mówi do siebie w studni. I nie mówi czegoś ważnego. Same rzeczy błahe. Do nas nie dociera nawet szept. Nawet cień obrazu czy myśli. Schował się pan głęboko. Natomiast w prozie mniej tej sztuczności, celebracji pisania, bycia piszącym. Proza zaciekawia mimo usterek, potknięć, błędów. W prozie stara się pan kontaktować ze światem i tworzyć więź z czytelnikiem. Nazwałbym to wyjściem ze studni. Chwilami dochodzi do porozumienia, coś między nami się dzieje. Tylko trzeba pozbyć się tego suchego, drewnianego języka. Trzeba nad nim pracować, uruchamiając różne jego zakresy i odcienie, nie opowiadać cały czas tak samo. Całą energię powinien pan skierować na doskonalenie prozy. Życzę wytrwałości.
[Czytaj]
|
 |
|
|
Tatiana. Oj, ciekawe te wiersze. Mają moc skupiania na sobie uwagi i szybko rozpraszają nieufność względem żeńskich (miłosnych) banałów. Rzecz w tym, że tu banałów jest niewiele. A to nie lada sztuka – nie zanudzić podstarzałego faceta szczebiotaniem „panny na wydaniu”. I nie lada sztuka – być kobietą i nie pisać podług ustalonych kanonów „opiewania miłości”, wspominania jej, podsumowywania. Obok utworów w tym sensie osobistych są i filozofujące na tematy ogólne. Nie są mniej ciekawe. I tutaj autorkę stać na coś oryginalnego. Tytuł jednego z utworów tego typu brzmi Raport ze świata. Ograniczyłbym się do słowa „Raport”: w trakcie lektury czytelnik domyśla się, czego ten raport dotyczy. Ponadto usunąłbym passus nam też jest gorąco / od tej apokalipsy. To niezręczne i zbyt dosłowne, bowiem z wcześniejszych obrazów owe apokaliptyczne konotacje same wynikają. Obok ośmiu tekstów „różewiczowskich” (wolny wiersz emocyjny, bez interpunkcji) znalazłem dwa zupełnie inaczej zapisane: to już raczej wiersze wolne zdaniowe, z interpunkcją. (Jestem pod wrażeniem utworu Wyrwani z ziemi, może więc tędy droga…). To rozdwojenie trochę mnie niepokoi. Przy tej sprawności i zaawansowaniu należałoby dokonać wyboru, opowiedzieć się za którąś z form, wykreować w miarę własny format wiersza.
[Czytaj]
|
 |
|
[Wolny duch] 1956 Seebull
Oto nadchodzi, jest. Kropla za kroplą
zaczyna swój taniec, cały ten bieg
- mówią, że dał początek wszystkiemu.
Stoję pośród was. Jestem.
Horyzontalnie rozgrzebuję ziemię,
zapisując niewyraźne charakterystyki.
[Czytaj]
|
|
Marcin. Tekściarski zaśpiew – to w pierwszej chwili przychodzi do głowy – punkowa ekspresja. Cały pan jest z innego świata, z przyzwyczajeń raczej muzycznych niźli literackich. I te koncepty robią wrażenie, jeśli się pamięta, że ktoś z nich zrobi „szoł” na scenie, ale jeśli nie, to stają się ślepe i głuche na głębię smaku i pomysłu. Najbardziej literacki wydał mi się fragment „dzisiaj pójdziemy nad rzekę zanurzymy / twarze będziemy słuchać doorsów czytać / emily dickinson there’s been a death In / the opposite House. Reszta do jakiegoś innego wykorzystania przy sugestywnej i rytmicznej muzyce, a nie do tradycyjnej publikacji.
[Czytaj]
|
 |
|
tort
I'm easy like sunday morning.
L. Richie
składowa, ćwiartka. ktoś dawno temu powstał
i okazał się powodem do święta – oto motyw.
znów leżę sam w łóżku, otwieram dopiero na śpiew
murzynek. na zewnątrz nie ma nic do opisania;
żeby chociaż lało. ćwierć litra spływa do umywalki,
pokój dopełniają grzbiety, fiszki, kopie, cholernie dużo
tego papieru w życiu. na razie czytam okładki, szukam
sali, gdzieś w połowie drogi do białego złota i czarnego pasa,
we wszystkim trzeba sobie radzić. za plecami sąsiednich bloków
wyrastają obłoki, w parach ćwiczą karate. prawdziwe mieszkanie
rodzi się we mnie jak niedziela. składam sobie życzenia
w pysku szuflady, między świerszczami.
[Czytaj]
|
|
kraków, wycieczka
kupiliśmy tomiki autorów tego miasta
krem do opalania i chcąc nie chcąc kota
parę godzin i będzie jak swój pan też spojrzy kupi
magiczne zwierzę będzie tu symbolem miłości
skośnooki mędrzec długo wykładał tajemnice adopcji wreszcie
poszliśmy z tym na dach
[Czytaj]
|
|
Wojciech. Jakieś dwa lata temu poradził mi pan, abym kontynuował… Czytuję komentarze zamieszczane co miesiąc i myślę, że czegoś mnie nauczyły. Łudzę się, że tak się stało, czytając „jędrne” fragmenty nowych utworów, a potem tracę złudzenia, widząc, że właściwie każdemu tekstowi brakuje obrysu, ramy, czy jak to nazwać. Bo obok wybuchu i owej nagłości niebanalnego kojarzenia koniecznie pojawić się musi „foremka” scalająca piasek przeżyć. Mgnienie musi być „artystycznie” zatrzymane.
[Czytaj]
|
|
jeszcze jabłoń
sezon upłynął na składaniu parasoli
ulubionymi zwierzętami są hatifnaty
uśpione ryzykownym snem julii
poczynasz się czy po to by udowodnić
jak długim czasem jest dziewięć miesięcy
[Czytaj]
|
 |
|
Adam Marek. Nie chcę pana zniechęcać. Powiem szczerze, że w pierwszej chwili zmroziły mnie te wszystkie niezręczności (brak wyczucia!) i język sztuczny ponad miarę. Ale już po chwili pomyślałem, że coś w tym jest. Proszę stopniowo rezygnować ze staroświeckiej inwersji, z patosu, z dziwactw emfazy i skupiać się na obserwacji i metaforze, która bywa tu celna i stosunkowo świeża. Dogrzebuję się do niej cierpliwie, nie zrażając się wielbłądami ciemiężonymi w ryzach (oto groteskowy skrót pana nonszalancji). I wtedy znajduję godne uwagi perełki. Coś w rodzaju: Upuściłem kwiaty. Takie wielkie / białe ptaszyska. Miały być dla ciebie całującej / mnie bez pytania w poczekalni by nie zostać / samą w chwili gdy nadejdzie… O, jednak potrafi pan wypowiedzieć coś zwyczajnie, bezpretensjonalnie. Owszem, w poezji ton jest ważny, ale pan z tym przesadza. Proszę za rok coś przesłać. Ciekaw jestem rozwoju bądź jego braku.
[Czytaj]
|
 |
|
Bangladesz, albo Re:Finlandia
niech rosną zaległości, żółte mlecze na błoniach
listy nieodebranych połączeń, papierowe zwierzątka
kredyt w rybnym, wyrwy w linoleum
masa nazbieranej tektury
psyk mokrych klapek
wiara, oglądalność i czytelnictwo
[Czytaj]
|
|
|
Justyna. Straszliwa dosłowność dziewczęcego notatnika. A gdzie poezja? Wystarczy „wszystko przepadło za jednym podmuchem”. Po co jeszcze dodawać „ wydawało się, że nasza miłość opiera się na wielkich fundamentach”? I tak jest w wielu miejscach. Jakieś ulotne zdanie budzące nadzieję na – powiedzmy – poezję przygniatane jest natychmiast czymś ociężałym, drętwym, pospolitym jak z gazety czy szkolnego wypracowania. To nie ten styl. Duch nie tego języka pani przyświeca. W nowszych zapiskach sporo ożywienia. Ale to ciągle nie to, mimo uroczego fragmentu „leżymy jak ukojone ugłaskane zwierzęta”. Zbyt ubogi język, małe oczytanie w poezji i schematyczna wyobraźnia nie pozwalają niestety na więcej.
[Czytaj]
|
|
Pocztówka
Akcja, wieczór, plaża.
Dwóch chłopców gapi się na to,
o czym głupio już pisać
w nadziei że choć trochę przypominają
Verlaine`a i Rimbauda.
[Czytaj]
|
|
Karolina. Dużej sprawności, czy wręcz łatwości w układaniu słów, nie towarzyszy mądrość, dojrzałość, waga doświadczeń. To one nadałyby tym wierszom więcej smaku i klarowności, a czytelnik miałby się czego trzymać. Na razie błądzimy, szukamy, wymachujemy zdaniami na oślep, a ta ciemność przekłada się na jakiś niekontrolowany hermetyzm. Na nijakim tle bardzo wyraziście prezentuje się (i zostaje w pamięci) utwór Tapeta pod skosem. On mówi najwięcej o pani możliwościach. Proszę wyciągnąć wnioski.
Cecylia. Wrażenie rosnącego poziomu, wchodzenia w wyższe, lepsze rejestry. Pierwszy wiersz taki sobie, drugi coś jednak wzmacnia, wznosi, trzeci całkowicie satysfakcjonujący. Chodzi o oczyszczanie się głosu, o destylację.
[Czytaj]
|
|
JA CHE
i kiedy będę już czytany przy wszystkich
stolikach i będziemy wszędzie na budkach
telefonicznych i w jadłodajniach w spisach
ludności na jarmarkach i na dachach pośród
[Czytaj]
|
 |
|
br>
Mateusz. Ciekawy program odnowienia poezji rymowanej. Muszę jednak wyjaśnić, że ta poezja wcale nie umarła. Różewiczowski idiom zawstydził ją na jakiś czas. Ale już się dawno podniosła i nawet poeci bardzo młodzi nie wstydzą się rymowania. Polecam panu lekturę wierszy Rymkiewicza, Kierca, Suski czy Marcinkiewicza. Wtedy zrozumie pan, o co toczy się gra. W świetle takich wymagań pana rymowanki brzmią jak wprawki. Rymy wydają się przypadkowe i puszczone samopas. Proszę pamiętać, że rymy nie usprawiedliwiają rozgardiaszu, rozchełstania, nonsensu. Raczej mają wzmacniać logikę wypowiedzi i zaprowadzać porządek w utworze. Bzdury w żaden sposób nie wzmocnią ani nie uszlachetnią. Pokażę to na przykładzie: Też mam dylemat być albo nie być / (Grobowa deska lub miłość do niej) / W udany orgazm łatwo uwierzyć / Zwłaszcza gdy orzeł wisi w koronie. Związek miedzy szczytowaniem a orłem w koronie jest tak odległy i tak mało tu uzasadniony, niezwiązany z treścią całego wiersza, że czytelnikowi nie pozostaje nic innego, jak tylko przeklinać pod nosem na nieudolność autora.
[Czytaj]
|
 |
|
A
Sezon wyczerpał wszystko. Zaorana przestrzeń:
Gleba i gnój wymieszane z pożniwnymi resztkami.
[Czytaj]
|
|
Krzysztof. Intelektualizm w poezji też potrzebuje obrazu. I metafory. Może jeszcze bardziej potrzebuje niż emocjonalizm, który ma swój impet, swoją specyficzną żywość. Intelektualizm wydaje się przy nim martwy, suchy, bezbarwny. Tu się dopiero trzeba napracować, żeby jednak podniósł się i poruszył. To nie esej, w którym łatwiej to przecież uczynić. To ma być wiersz, przestrzeń rozjarzona innym światłem, ożywiona zaskakującym pociąganiem za niewidoczne sznurki. Dlatego wiersze pańskie odbieram jako martwe. Nie znalazł pan języka dla swych przemyśleń. Mówi pan eseistycznie albo publicystycznie. Nie znalazł pan języka poetyckiego.
[Czytaj]
|
 |
|
Z Szymańską w tle
Czasem włóczymy się z Szymańską
lekko oświetloną Strażacką
wchodzimy do fajnego baru
dajemy się popodrywać
śmiesznym lolkom,
oni myślą, że dziewczyny są takie głupie
i w ogóle.
Kiedy nam się znudzi idziemy z nią
do domu
U niej leży tomik Jarniewicza, Świetlickiego
i kogoś jeszcze.
A ostatnio kupiła w Kielcach Podsiadłę
za 4 zeta!
Też tak chcieliśmy, ale już nie było.
Lubimy u Szymańskiej obejrzeć „Akirę”.
Potem idziemy z Szymańską do marketu.
Lubimy popatrzeć na promocje
kupujemy czasem coś, co potem stoi bez celu
u Szymańskiej w domu.
Na urodziny znaleźliśmy jej ładną działkę na cmentarzu.
Bardzo się z tego ucieszyła, bo
Szymańska w ogóle jest fajna, cool
i jeszcze ma raka.
[Czytaj]
|
 |
|
Bartosz. Nie wiem, co te wiersze tu robią. Powinny raczej czekać w innym, ważniejszym przedsionku do świata literatury, ktoś powinien obiecać im druk. Bo takie rzeczy teraz się drukuje. Pan niespecjalnie stara się wyjść poza kanon. To jest mowa wspólna i powoli staje się mową-trawą. Garść letnich obserwacji, za nią garść dość mdłych wyliczanek, a wszystko to spięte zgrabnymi, acz niekrępującymi konstatacjami. Nie ma żarliwości, nie ma odkrywczości, nie ma porywu. To po co właściwie pisać wiersze? Do czego to nam potrzebne? Przy pana sprawności taki rachunek sumienia, taki wstrząs przyniósłby na pewno ciekawe efekty; zastanawiamy się kto ma kontrolę nad tym stanem / stanem wiersza stanem ducha rzeczywistość rozszczelnia się. To nie rzeczywistość, to my się rozszczelniamy. I przenikają do wnętrza te fluidy banału, standaryzujemy się od środka. Polecałbym ćwiczenia w dzikości i odosobnieniu, by dojść do takiego miejsca, w którym używany przez pana język wyda się obcy i dziwny. Wtedy można zacząć od nowa. I tak do następnego rozszczelnienia.
[Czytaj]
|
 |
|
Elegia dla Niewyskrobanej Dziewczynki
Przepraszam Cię. nie chciałam. nie zdążyłam. przegapiłam.
nie wyskrobałam. więc oczka zmruż i główkę złóż. jeśli
nie umiesz- dam ci tabletkę. albo zaparzę ziółka
( najlepsza jest melisa z miodem ).
[Czytaj]
|
 |
|
Kacper. Lektura pana wierszy to nie był czas stracony. Czytało się z zaciekawieniem, pewnym nawet napięciem. Nie ślizga się pan po powierzchni zdarzeń, nie pisze pan o niczym. Ciekawa jest ta wyrazistość w znajdowaniu problemów i stawianiu pytań. Problemów i pytań ważnych dla większość ludzi, a nie tylko dla uczestników stylistycznych zabaw w jakimś kółku wzajemnej adoracji. Teraz trzeba to przenieść na wyższy poziom, bowiem odnoszę wrażenie, że pana wiersze są zbyt publicystyczne, doraźne, tymczasowe. Wyobrażam sobie, że w przyszłości ucieknie pan cytatom i przypisom, tym kulom u nogi, i wzniesie się w grze słów i aluzji jeszcze wyżej. I to właśnie będzie to. Wywalczony przez młodego poetę głos. Jego styl własny i niepowtarzalny. Kto wie, czy w pewien sposób nie zbliża się do tego ideału wiersz w zestawie ostatni, zatytułowany Samotność Pana Kracego.
[Czytaj]
|
 |
|
Zanik
Sól w ustach, cień na powiece. A jednak coś się musiało
wydarzyć, skoro mam plamy na rękach i nie wiem, skąd
się tam wzięły okruchy po chlebie. Były już przedtem?
Pamiętam; burza i jego brązowa trumna, tyle pamiętam.
A teraz wisi nade mną zdjęcie, którego nie znam. Czyżby
[Czytaj]
|
|
|
Karolina. Dużej sprawności, czy wręcz łatwości w układaniu słów, nie towarzyszy mądrość, dojrzałość, waga doświadczeń. To one nadałyby tym wierszom więcej smaku i klarowności, a czytelnik miałby się czego trzymać. Na razie błądzimy, szukamy, wymachujemy zdaniami na oślep, a ta ciemność przekłada się na jakiś niekontrolowany hermetyzm. Na nijakim tle bardzo wyraziście prezentuje się (i zostaje w pamięci) utwór Tapeta pod skosem. On mówi najwięcej o pani możliwościach. Proszę wyciągnąć wnioski.
[Czytaj]
|
|
JA CHE
i kiedy będę już czytany przy wszystkich
stolikach i będziemy wszędzie na budkach
telefonicznych i w jadłodajniach w spisach
ludności na jarmarkach i na dachach pośród
[Czytaj]
|
|
|
Andrzej. Ogólne wrażenie jest takie, że przepracował pan styl i poetyckie myślenie, że jest o szczebel wyżej. Szczebelek. To jest żywsze, ciekawsze, już zastanawiające. Ale ciągle czegoś nie dostaje. Chciałbym, żeby pan, pisząc, wyskakiwał z tego świata jak z katapulty, z tego świata oczywistych skojarzeń, nawiązań, porównań. Tu i ówdzie pobrzmiewają jednak banały. To mnie boli. Ale myślę, że to kwestia czasu. Destylacja stylu potrzebuje czasu. Pan go na pewno nie zmarnuje.
[Czytaj]
|
|
JAN PEISERT
miejsce
„I we mnie też jest ciemność, odrobina światła,
i czarne ślady stawiam na białych powierzchniach.”
Tomasz Różycki, Kolonie
nadzwyczajne miasto; nasz pokoik z kuchnią, gdzie robiłem obiad,
zabijałem muchy - tu się zaczęło, paliło i gasło.
jęczało jak pompy, echem z centrum
zardzewiały mechanizm, jak sakwojaż dziadka, i most
[Czytaj]
|
 |
|
|
br>Marta. Nadesłany zestaw składa się z dwóch części. W pierwszej mamy starsze utwory, zaś w drugiej – jak mi się wydaje – znajdują się nowsze, o wiele lepsze, dojrzalsze. Te wcześniejsze wikłają się w jakieś niejasności, są zbyt ekscentryczne. Pomysł, żeby obdarzać wiersz dużą ilością przypisów, nie trafia mi do przekonania. Nie jestem uprzedzony do przypisów, tylko do nonszalanckiego stosowania słów, które trzeba potem pod wierszem wyjaśniać. Sporo się nauczyłem przy lekturze. Niesamowite pani ciekawostki odnalazła i wprowadziła do tych wierszopodobnych notatek. Teraz już będę wiedział, co to jest zorbing. Może sam go zacznę uprawiać. Tylko gdzie dostać taką wielką gumową kulę? Natomiast stosownie stromych wzniesień za oknem dostatek. Najpiękniejsze rzeczy zachowuje pani na koniec. Jestem pod dużym wrażeniem cyklu złożonego z dwunastu części. Ależ to czułe, inteligentne, drapieżne i prorocze nawet. Ma pani duży talent. I ja w zasadzie już do niczego nie jestem pani potrzebny. Wysyłać, wysyłać, a kto mądry, to się na tym pozna i zaraz wydrukuje. Świetna pointa tego jakby poematu („jesteś tylko mięsem w świecie,/ w którym oni władają językiem noża i widelca// jesteś tylko mięsem/ mięso nie ma biografii”) wciąż chodzi mi po głowie.
[Czytaj]
|
 |
|
/bajka o nienastępujących zimach./
bo nie nadchodzi zima. mimo, że wszyscy zegarmistrzowie grawerują
jej powolne tempo, to konstelacje moich księżyców
i planet zostały nieporuszone. choć wczoraj był inny rok,
to dzisiaj jest jego przedłużenie, jak człowiek stojący na moście
z ręką wyciągniętą ku niebu. dotykam lustra,
przez parę co siadła na mnie jak zimny obłok wiatru, palcem
rysuję siebie. i wiemy obaj, że nic się nie stało,
choć już nadeszło.
[Czytaj]
|
 |
|
|
Łukasz. Zastanawiam się, w czym tkwi problem tych wierszy albo raczej – problem pańskich skłonności. Na pierwszy rzut oka wydają się ciekawe i coś w człowieku mówi, że nie są złe. Innymi słowy – ma pan talent. Zastanawiam się, dlaczego ich nie przyswajam w całości, dlaczego docierają tylko odgłosy, strzępy. W wielu miejscach zalega jeszcze mgła. Co rozumiem jako skazę, sygnał nieumiejętnego obchodzenia się z tym, co ciśnie się do głowy. Jest w tym rozrzutność, niepowściągliwość. Brak panu koncentracji na najważniejszym, na istocie. Trzeba ją przygważdżać w wierszu, a nie omawiać. Dopadamy ją metaforą, a nie opisem czy opowiadaniem. Krótko mówiąc: ćwiczyć należy się w gęstości, w znieruchomieniu, w nasłuchiwaniu, mówić należy samymi pointami, a nie przygotowywać czytelnika do point. Pisać wiersz w ostatecznym wypadku, gdy już wyrazić czegoś inaczej nie potrafimy. (Prosi Pan o jednoznaczną odpowiedź: dobre czy złe. Na pewno już nie złe, ale czy dobre w moim rozumieniu „dobrego”... Należy pisać dalej. „Dobre” nagradza cierpliwych. Poezja potrzebuje czasu wbrew temu, co sądzą niektórzy na temat jej momentalności, chwilowości, rozgorączkowania. Potrzebuje naszego życia. Należy się poświęcić).
[Czytaj]
|
 |
|
Odnieść się
inne spanie. Mrugnięcia światła, odgłosy z łazienki,
czasem nawet wizyty. Z mojego materaca ładnie widać.
Nie ma co się dziwić rocznik papieski i miażdżyca to
mocne alibi, ale ktoś wstaje, tłumaczy że jest noc, że trzeba spać.
Staruszka wraca i w końcu kładzie się do łóżka.
[Czytaj]
|
 |
|
Katarzyna. „Nie wiem czy mnie pan pamięta...Pisałam jakiś czas temu i stwierdził
pan, że jestem pod zbyt wielkim wpływem poetyki młodopolskiej. Spróbowałam czegoś nowego.” Rewolucja rodzi się w bólach, zmiana świadomości nie następuje z dnia na dzień, przed panią jeszcze całe morze grafomaństwa, ale chyba warto, ma pani w sobie coś nieskłamanego. Właśnie zrobiła pani dwa kroki w stronę nowego wyrazu. Pierwszy jest nieporozumieniem, ale drugi godny szacunku. Dużo kurzu, szumu i bełkotu przy tym przejściu mentalnym, to oczywiste, ale warto się przedzierzgać i łamać ze sobą, by oto w tym kurzu błysnął nam diamencik w stylu: „Usta. Wdowy po pocałunkach. Głoszą sztandarowe hasła: - Obedrzeć śmierć z patosu! - Niech ma za swoje podła suka!”.
[Czytaj]
|
 |
|
między złożonymi dłońmi przeciska się światło więc
stare słowa mnożymy i rzucamy w świętość
wielokrotnie uciekam się
potem palę ikony twojej twarzy i
rozpinam cię
twoje palce wczepiam wysoko
rozlegasz się zimnym wnętrzem i chórem
dokładnie spełnieni
coś bezczelnie kradniemy
gospodarzowi który jest tu
trzykrotnie bardziej niż my
[Czytaj]
|
 |
|
|
Adam. „Postanowiłem przesłać swoje wiersze i poddać je pańskiemu sądowi, który mam nadzieję nie jest sądem ostatecznym.” Gdzieżbym śmiał sytuować się tak ostatecznie... To tylko subiektywne mamrotanie czytelnika, bo przecież o to głównie chodzi, chcecie państwo, żeby ktoś przeczytał. Ktoś w miarę daleki, ale jednocześnie bliski i żeby nie trzeba było patrzeć mu w oczy. No to jestem. U pana zastanawia ta cyniczna, złowieszcza mądrość. Chłodne analizowanie przygód tak zwanego człowieczeństwa. Okrutnych przygód na pograniczu makabry. Co też ta ludzkość panu zrobiła? Dlaczego nie chce pan być człowiekiem? Dlaczego dystansuje się cynicznym wierszem? To, co tu powstało, trudno nazwać inaczej: bezwzględność, bezduszność. Ale taki jest być może los odkrywców, poszukiwaczy, nowatorów: kamienna twarz cynika, który wygarnia prosto w oczy ostateczną prawdę o rodzaju ludzkim. Tylko że wiersze nie są w stanie udźwignąć tego do końca. Pański projekt antropologiczny czeka na inną realizację tekstową. O, proza, ale dosłownie w „kawałkach”. Dobre są do tego strzępy na pograniczu prozy i dramatu. Mikroślady tekstowe w stylu Becketta. Proszę spróbować w tym kierunku.
[Czytaj]
|
 |
|
|
Seweryn Krzysztof. „A Wielki Malarz co chodził po Ziemi, Na widok ten zdanie zmienił. Zrozumiał wtedy największą prawdę, Że Ziemia przepiękną ma aurę.” A ja zdania nie zmienię. Dobrze je pan zna, już przekazałem w e-mailu. I żadnej przepięknej aury nie widzę. Uprawia pan szlachetne hobby: pisanie rymowanych wierszy ku uciesze własnej oraz rodziny. Tak trzymać! Broń Boże, nie publikować.
[Czytaj]
|
|
wiem wiem nie jestem fajnym facetem
nie mam fizyczności klasycznej
postury - obiektu westchnień plażowiczek
dwuczęściowych skąpych w IQ kandydatek do tytułu
rozchylających uda na słońce i wiatr (plus setki oczu)
ani kur domowych ponętnych cielęco poszukiwaczek
uzbrojonych pełnym koszem z listą sprawunków w dłoni
[Czytaj]
|
|
|
Jacek. Pana tematem koronnym jest egzystencjalne zgorzknienie, czczość bycia. Tylu przed panem brało się za to. Pan to musiał wypowiedzieć dla lepszego samopoczucia, lecz jeśli chodzi o literackie szranki, to jeszcze wiele pracy trzeba włożyć, żeby w nich stanąć. W interesującej pana sferze trzeba się wyjątkowo napracować, żeby w ogóle zostać zauważonym. Wszystko już było. Nawet mdłości zostały opisane. Ratuje pana cierpki humor. Tędy droga. Rozluźnić tę atmosferkę, to przygnębienie mające coś z fatum. Spodobało mi się: Przegrałem: Łatwe życie, śmierć w dębowej trumnie./ Zabawę przy kobiecie./ Różę, różańce, litanie, zbawienie.
[Czytaj]
|
|
święty interes
w sadzie za miastem znów miałem
telewizję. widziałem
Jezus nie skasował biletu a ten kanar
Judasz nie wahał się wziąć w łapę
oburzył się cały przystanek - cholerny Żyd
znów będzie miał stygmaty
[Czytaj]
|
|
|
Krzysztof. Muszę przyznać, że jestem bardzo zaskoczony. Pierwszy raz spotykam się z czymś takim . Hubble się dobrze miewał,/ Einstein się nie gniewał/ I Shapley z Curtisem/ Błyskali pomysłem. Błysnął pan pomysłem, jak nie wiem co. Rymowanki kosmologiczno-astronomiczne. Chyba należy się panu palma pierwszeństwa w tej dziedzinie. Powiedzcie mi proszę, pośród mego głosu,/ Co jeszcze przyniosą badania kosmosu. O tym nic nie powiem, bo nie znam się, natomiast o walorach literackich pańskiego poezjowania nie mam najlepszej opinii. Strasznie nieudolne pobrzękiwanie pokracznymi rymami. Radosne wierszoklectwo nie mające niczego wspólnego z poezją.
[Czytaj]
|
 |
|
coś dzwoni
przeglądam pamięć. kościoły w obrazach
piwniczne ścieżki - tu trzeba głębiej -
tajemnicze szyfry i widzę się pod mostkiem
w japońskim ofuro skąd nad jest tylko cichym zadupiem
przed kratkami. (żeby go później nie zobaczyć
i nie zacząć krzyczeć jak się nie sprawdzi. )
stoję po czas który się mną jąka i słowa
które znam lepiej niż siebie. po wszystkim
[Czytaj]
|
|
|
Kasia. Brawo za zwięzłość. Tak trzymać. Tylko że tej zwięzłości musi odpowiadać kondensacja treści, szczególne zagęszczenie myśli, wyrazisty, przestrzenny obraz-metafora. U pani tego nie ma. Zwięzłość jest raczej banalna. Niczego się nie odkrywa w błysku. Pani błyski pokazują nam ściany świata, o które ocieraliśmy się już tysiąc razy. W tym sensie nie ma tu odkrywczości charakteryzującej dobrą poezję, o którą pani pyta w liście. Natomiast co do pytania o grafomanię, nie potrafię udzielić jednoznacznej odpowiedzi.
[Czytaj]
|
|
„now, more than ever”
ta pustka którą wywracasz
na drugą stronę wywalczyła niepodległość
spod linoleum wychodzą robaki
tłustymi, czarnymi kroplami liter
piszą konstytucję, państwo
nie zatrzymają tego pochodu
drzewa umierają stojąc, nie poruszamy się
a i tak mijamy nieustannie
[Czytaj]
|
|
Seweryn Krzysztof. „A Wielki Malarz co chodził po Ziemi, Na widok ten zdanie zmienił. Zrozumiał wtedy największą prawdę, Że Ziemia przepiękną ma aurę.” A ja zdania nie zmienię. Dobrze je pan zna, już przekazałem w e-mailu. I żadnej przepięknej aury nie widzę. Uprawia pan szlachetne hobby: pisanie rymowanych wierszy ku uciesze własnej oraz rodziny. Tak trzymać! Broń Boże, nie publikować.
[Czytaj]
|
|
|
|