| > Rozmowy> |
 |
|
|
W letnim numerze „Odry” (7-8, 2005) ukazała się moja Żenada, tekst, w którym napisałem o Wielkim Smutku, który ogarnął mnie po przeczytaniu pewnego hasła w rosyjskim i polskim wydaniu książki Borisa Sokołowa (Bułgakowskaja encykłopiedija, wyd. „Łokid”–„Mif”, Moskwa 1996; Bułhakow. Leksykon życia i twórczości, Wydawnictwo Trio, Warszawa 2003), po bardzo wnikliwej lekturze pewnej monografii przetłumaczonej z języka angielskiego (J. Pearce, Sołżenicyn. Dusza na wygnaniu, tłum. W. Fladziński, Prószyński i S-ka, Warszawa 2004) i – po raz trzeci – po pewnym majowym spotkaniu z Wiktorem Jerofiejewem.
[Czytaj]
|
|
Szanowny Panie Redaktorze!
Na internetowej stronie „Odry” przeczytałam tekst pana profesora Tadeusza Klimowicza p.t. Żenada, tym właśnie słowem kwitujący Leksykon życia i twórczości Michaiła Bułhakowa (wydawnictwo Trio 2003). Rzeczową krytykę od uniwersyteckiego kolegi przyjęłabym z pokorą, ale stanowczo protestuję przeciw bawieniu się moim (i nie tylko moim) kosztem.
[Czytaj]
|
|
|
Pod takim hasłem wywoławczym 1 grudnia 2006 odbyła się w Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego w ramach organizowanych przez wrocławski Ośrodek Kultury i Sztuki Promocji Dobrych Książek dyskusja z udziałem przedstawicieli trzech pokoleń literackich: Marcina Barana – wiązanego z „bruLionem”, Karola Maliszewskiego – czołowego krytyka formacji lat 90., Stanisława Stabro – reprezentanta Nowej Fali i Wojciecha Browarnego – badacza i krytyka najmłodszej generacji, który dyskusję prowadził. Przedstawiamy zapis jej najbardziej istotnych wątków.
[Czytaj]
|
 |
|
|
Dzieje naszej prywatnej przyjaźni z Karpowiczem i wiele innych więzi ponadpokoleniowych z tamtego okresu stają się bardziej czytelne na tle czasów, w których się zawiązywały, politycznych przełomów, przewrotów artystycznych. Oboje z mężem należymy do pokolenia rozmaicie określanego, jako: „dzieci wojny”, „dzieci peerelu”, „pokolenie bez biografii”. W kontekście przemian, w których wielu z nas brało czynny udział, to ostatnie określenie brzmi wręcz surrealistycznie.
[Czytaj]
|
 |
|
|
Na początek chcę zastrzec, że mówiąc „Europa” nie mam na myśli terytorium geograficznego, a pewną formację cywilizacyjną, czyli jak powiadają nasi koledzy Francuzi: „świat cywilizacji”. Świat cywilizacji, który wytworzył pewne wartości niespotykane pierwotnie w innych zakątkach globu ziemskiego. Cywilizacja europejska stała się podstawą do tworzenia tego systemu, tej formy życia, w której obecnie się znajdujemy, globalnej cywilizacji, globalnej gospodarki, uznawania, oczywiście głównie teoretycznie, pewnych wartości, które powinny towarzyszyć organizacji życia społecznego, powinny towarzyszyć ludziom.
[Czytaj]
|
 |
|
|
Dla Europy Polska jest przede wszystkim ważnym partnerem, dużym nowym państwem członkowskim, które ma swoje interesy – tak jak inne państwa europejskie. Być może powinniśmy mieć więcej cierpliwości w przedstawianiu swoich racji i tłumaczeniu ich naszym partnerom, być może powinniśmy więcej dbać o nasz udział w codziennej pracy w instytucjach unijnych. Myślę, że to kwestia czasu.
[Czytaj]
|
 |
|
|
Okazuje się, że jak z wieloma uczuciami bywa, tak i te dotyczące miast są w dużej mierze kwestią decyzji. Po przyjeździe do Toronto 4 września 1987, stojąc na balkonie, z którego widać było jak na dłoni, choć w sporym oddaleniu, centrum miasta, zdecydowałam, że polubię Toronto. Byłam bardzo ciekawa, co mnie tu spotka. I pewnie dlatego od pierwszej chwili patrzyłam na to miasto z wielką nadzieją, bez krytycyzmu zaprawionego emigracyjną nostalgią. Nie uwiodły mnie zbyt łatwe, choć zrozumiałe, ale przecież wobec ówczesnej polskiej rzeczywistości także złudne, porównania z utraconym rajem Europy, ani nostalgiczne tęsknoty za oswojoną, ale też i po części zapominaną przestrzenią dzieciństwa i młodości.
[Czytaj]
|
 |
|
|
Dawniej młodość odgrywała rolę psychosocjalnego moratorium, w którym człowiek znajdujący się w stanie braku zdecydowania, a nawet dezorientacji był tolerowany i chroniony. Warunkiem było, iż wszystko to dzieje się w imieniu przyszłej optymalnej pracy zawodowej. Dzisiaj osiemnastolatkowie setkami tysięcy wchodzą na ulice i domagają się dożywotniego zatrudnienia!
[Czytaj]
|
|
|
Piłsudski używał mocnych słów, obrażał ludzi, jednocześnie jednak potrafił mówić językiem bardzo pięknym, pełnym wyszukanych literackich metafor. Potrafił po prostu dobrać odpowiednie słowa do sytuacji. W wypadku dzisiejszych polityków nie mamy pewności, że potrafią posługiwać się innym językiem niż ten, którym mówią do siebie z trybuny sejmowej i do nas za pośrednictwem mediów.
[Czytaj]
|
|
|
Obserwuję dwie tendencje. Pierwsza z nich widoczna jest w całej Europie. To ucieczka w indywidualizm: ludzie stronią od spraw rozstrzyganych za pomocą wielkiej polityki. Prawdopodobnie wynika to z faktu, że niezależnie od tego, czy wymienia się rządzących, czy pozwala się rządzić tym samym ekipom przez dłuższy czas, polityka nie ulega wielkim zmianom. Szereg spraw możemy załatwić bez pomocy polityków, dlatego frekwencja spada
[Czytaj]
|
|
|
– Po pierwsze – bardzo lubię rośliny i rzeźbienie w drewnie. Kocham malarstwo flamandzkie, Holbeina, północny Renesans. Oczywiście kocham też sztukę współczesną. Moja praca jest zatem mieszanką wynikającą z tych wszystkich fascynacji. Za tym, co robię, nie kryje się żaden koncept, żadne głębokie treści. W latach 90. wielu artystów próbowało wyrazić idee, z których potem większość okazywała się całkiem bezowocna. Zmęczyło mnie to. Pomyślałem, że sztuka powinna być prostsza. Nie czuję się zobowiązany do tworzenia nowych form artystycznych
[Czytaj]
|
|
|
|