ODRA 7-8/1996
WYBRANY TEKST Z NUMERU
KRZYSZTOF OLECHNICKI
MIĘDZY RAMBO A MIĘCZAKIEM
TOŻSAMOŚĆ MĘŻCZYZNY WOBEC WYZWANIA FEMINIZMU
"What are little boys made of?
Snips and snails, and puppy dogs' tails.
That's what little boys are made of"
anonimowy wierszyk dziecięcy
Jeszcze trzydzieści kilka lat temu (i wcześniej) pytania dotyczące
tego, co oznacza bycie "prawdziwym" mężczyzną, czy też tego, jak powinny
wyglądać prawidłowe relacje pomiędzy kobietami i mężczyznami w kręgu kultury
zachodniej były postrzegane (jeśli w ogóle) jako generalnie oczywiste i
trywialne. Płeć kobiety i mężczyzny oraz związane z nimi role społeczne
były jasno określone. Ewentualne wątpliwości rodziły się jedynie w kręgach
artystycznej awangardy i pozostawały na marginesie życia. Kobietom, pomimo
osiągnięć ruchów wyzwolenia kobiet z końca XIX i początku XX wieku (tzw.
"pierwsza" lub "stara" fala tych ruchów), rzadko udawało się wyrwać z zaklętego
koła "Kinder, Kuche und Kirche" (chyba, że mężczyźni akurat mieli ochotę
na "Wein, Weib und Gesang"). Sami zaś mężczyźni pozostawali uwięzieni w
okowach tzw. etyki żywiciela. Jednakże za sprawą uderzenia tzw. "drugiej"
("nowej") fali ruchu feministycznego, które rozpoczęło się we wczesnych
latach sześćdziesiątych XX wieku doszło do zasadniczego przedefiniowania
znaczenia i roli kobiety w społeczeństwie. Skutki tej zmiany są dobrze
znane i nie one będą nas tutaj interesować. Postaram się za to przyjrzeć
temu, jak zmiana tożsamości i roli kobiety negatywnie (przynajmniej z męskiego
punktu widzenia) wpłynęła na dotąd stabilną tożsamość i rolę mężczyzny,
czyniąc je niejasnymi i problematycznymi. Wydaje się bowiem, że jesteśmy
świadkami prawdziwie fascynującego procesu przemiany męskiej tożsamości.
Mężczyźni chcieliby być męscy, ale często nie wiedzą, jak tego dokonać.
Obawiają się silnych, niezależnych i wyemancypowanych kobiet, które naśmiewają
się z tradycyjnych męskich wartości, określanych przez nie jako wsteczne,
nieużyteczne i niebezpieczne. W tej sytuacji niektórzy mężczyźni obierają
drogę hipermęskości, ucieleśnianej przez takich heroldów męskich wartości,
jak gwiazdy kina akcji Arnolda Schwarzeneggera czy Sylvestra Stallone'a,
lecz jest prawie pewne, że są oni skazani na wyginięcie i podzielą los
dinozaurów. Są też mężczyźni, którzy poddają się i starają się jak najdokładniej
wypełniać oczekiwania wyzwolonych kobiet: próbują zmienić się w pełne subtelności,
delikatne, wrażliwe i czułe stworzonka. Niestety ich los jest także smutny
- nie dość, że są pogardzani i wyśmiewani przez resztę mężczyzn jako zdrajcy
i karykatury męskości, to dodatkowo nie mogą zdobyć szacunku kobiet, szybko
rozczarowujących się do tych "ni to kobiet, ni to mężczyzn".
Pytanie o to, jak być i co oznacza bycie "prawdziwym" mężczyzną, jest
istotne nie tylko dla "zwykłych" mężczyzn (i muszących z nimi żyć kobiet),
lecz stało się też istotnym zagadnieniem w nauce, doprowadzając do powstania
zyskujących sobie coraz większą popularność tzw. men's studies.
Chciałbym w tym miejscu wyraźnie zaznaczyć, że omawiane problemy w
nikłym stopniu dotyczą Polski, która - przynajmniej na razie - pozostaje
krajem patriarchalnym. Jest to szczęśliwa okoliczność dla mężczyzn, choć
jak to pokazują badania Henryka Domańskiego, opublikowane w książce pod
znamiennym tytułem "Zadowolony niewolnik?", kobiety w Polsce nie czują
się dyskryminowane ze względu na swoją płeć. Także najnowszy tom studiów
socjologicznych, poświęconych pozycji kobiety w Polsce pt. "Co to znaczy
być kobietą w Polsce", pokazuje, że status kobiet w naszym kraju pozostaje
generalnie niezmienny. Polski feminizm jest bardziej niż raczkujący, a
wobec nagłaśnianych w mass mediach informacjach o poglądach i działalności
radykalnych feministek z Zachodu, Polki, nawet jeśli działają w organizacjach
kobiecych, odżegnują się od feminizmu jak od zarazy.
MĘSKA TOŻSAMOŚĆ W LUSTRZE FEMINIZMU
Z dużą dozą pewności można stwierdzić, że obecny kryzys męskości, będącej
w znacznej mierze konstruktem społeczno-kulturowym - a zatem historycznie
zmiennym, jest przede wszystkim skutkiem gwałtownego uprzemysłowienia i
modernizacji z końca XIX i początków XX wieku, które stworzyły dogodne
podłoże do wzrostu ruchów kobiecych. Victor J. Seidler w książce "Rediscovering
Masculinity: Reason, Language and Sexuality", która jest próbą podsumowania
wpływu feminizmu na mężczyzn, stwierdza, iż feminizm podważał nie tylko
dotychczasowe relacje władzy pomiędzy kobietami i mężczyznami, ale także
stał się wyzwaniem dla zachowań, poprzez które mężczyźni doświadczali i
odczuwali samych siebie jako mężczyzn.
Zdaniem Elizabeth Badinter, przypadający na przełom XIX i XX wieku
okres postępu technologicznego i wynikającego z niego uprzemysłowienia
miał dwie konsekwencje dla interesującego nas tutaj zagadnienia. Po pierwsze,
mężczyźni zostali zmuszeni do zarabiania pieniędzy w fabrykach pracą, która
charakteryzowała się monotonią, automatyzmem i mechanicznością, "zabijającymi"
takie tradycyjne męskie cnoty jak odwaga, siła czy pomysłowość - niezbędne
myśliwemu, ważne dla farmera, lecz całkowicie bezużyteczne dla robotnika
przemysłowego. Praca była wykonywana w izolacji od rodziny i zabierała
wiele czasu, skutkiem czego osłabieniu uległa pozycja ojca w rodzinie.
Mężczyźni nie mieli czasu, aby zająć się wychowaniem swoich dzieci, zwłaszcza
synów. W rezultacie ukształtowała się generacja chłopców, którzy byli kształtowani
poniekąd bez ojca i bez męskich wartości. Generacja, która musiała stawić
czoła feminizmowi.
Po drugie, podczas gdy rola i prestiż mężczyzn spadał, kobiety wywalczyły
sobie prawo do edukacji na uniwersytetach, wykonywania zawodów wcześniej
zastrzeżonych dla drugiej płci i w konsekwencji do zarabiania pieniędzy,
co czyniło je niezależnymi (czy też mniej zależnymi) od mężczyzn. Córki
tych "mocnych" matek i "słabych" ojców stały się twardymi feministkami,
rzucającymi wyzwanie zdezorientowanym mężczyznom. Coraz powszechniejsze
zatrudnianie kobiet spowodowało upadek ety ki żywiciela i opartego na nim
modelu męskości. Jak to podsumowuje James A. Doyle w książce "The Male
Experience": "Rewolucja przemysłowa zastąpiła odwieczne męskie role silnego
żywiciela i uzdolnionego rzemieślnika na rolę dozorcy maszyn".
Przyjrzyjmy się kilku szczególnie jaskrawym przykładom nowych stosunków
damsko-męskich.
Jedną z ostatnich amerykańskich sensacji kinowych był film Barriego
Levinsona "W sieci". W filmie tym piękna Demi Moore stara się uwieść Michaela
Douglasa. Niby nic nowego, a jednak, Demi bowiem jest tu szefową wielkiego
koncernu, a Michael jej podwładnym. Mężczyzna ma tu status podrzędny, władza
znajduje się w rękach kobiety. I kiedy Michael z powodzeniem odpiera seksualne
molestowanie ze strony Demi, ta postanawia się zemścić i zniszczyć go wykorzystując
swoją pozycję zawodową i społeczną. Oskarża go o gwałt i Michael już do
końca filmu musi udowadniać, że jest ofiarą, a nie agresorem.
Ciężka jest dola współczesnego mężczyzny. To co kiedyś było stosunkowo
proste - myślę tu o kontaktach z płcią przeciwną - teraz bardzo się skomplikowało.
Nawet zwykła randka może być dużą barierą. Czy to przypadek, że popularny
miesięcznik "The Cosmopolitan" drukuje specjalny artykuł-instrukcję poświęcony
temu, jak zachowywać się na randce z kobietą wyzwoloną - feministką? Możemy
tam wyczytać takie wskazówki: "Bądź otwarty, rozpatruj wszystkie racje,
unikaj uprzedzeń. Nie wysuwaj żadnych twierdzeń, nie czyń sugestii. I nie
mów: Madonna to bezwstydna dziwka. Powiedz: Czyż nie wydaje się, że Madonna
zbyt mocno akcentuje ironię w swojej krytyce uprzedmiotowionych kobiecych
kształtów?" Inna rada: "Nie jedź szybko. Feministki nie lubią, kiedy mężczyźni
prowadzą agresywnie - przypomina im to o współzawodniczącej, destruktywnej
naturze męskiej duszy". Jak się okazuje, tradycyjne sposoby zachowania
się na randce mogą być zupełnie nieprzydatne. Przynosząc feministce kwiaty,
całując ją w rękę czy prawiąc komplementy na pewno dostaniemy kosza. W
lepszym razie, bo w gorszym możemy zostać oskarżeni o molestowanie seksualne
albo nawet o próbę gwałtu.
W 1964 roku w USA zapoczątkowano akcję afirmatywną. Jej celem było
zapobieganie dyskryminacji ze względu na rasę, płeć, religię, pochodzenie
narodowe. Z początku mało wpływowa, obecnie akcja afirmatywna nieraz zmusza
pracodawców związanych z instytucjami państwowymi do zatrudniania odpowiedniej
ilości kobiet, przedstawicieli mniejszości rasowych, seksualnych (było
to dobrze widoczne w kampanii prezydenckiej Clintona), i to często bez
względu na merytoryczne kompetencje tych osób. W ramach tego programu powstała
sprzyjająca feminizmowi postawa tzw. politycznej poprawności, która stała
się swoistą wszechogarniającą cenzurą, obejmującą wszystkie formy życia
społecznego i kulturowego, a zwłaszcza język. Ruch politycznej poprawności
pojawił się po raz pierwszy w amerykańskich campusach w końcu lat osiemdziesiątych
i bardzo szybko rozprzestrzenił się na całe Stany Zjednoczone. Tony Thorne
doszukuje się jego teoretycznego zaplecza w dekonstrukcjonizmie Jacquesa
Derridy, skrzyżowanym z doktrynami: feministyczną, antyrasistowską i liberalną.
Mieszanka ta dała w rezultacie nową postmarksistowską ortodoksję, która
zdaje się zastępować jedną tyranię kulturową inną. Terror politycznej poprawności
bywa często ośmieszany, ale jego konsekwencje, polegające na wprowadzaniu
w życie skrajnego relatywizmu wszelkich ocen, miewa negatywne konsekwencje.
Nie ma się co dziwić, że wobec potęgi akcji afirmatywnej, politycznej poprawności
i ustaw dotyczących seksualnej natarczywości, mężczyźni nie bardzo wiedzą,
jak się odnosić do kobiet.
Pierwsza fala ruchu emancypacji kobiet wywalczyła równość obu płci
w zakresie prawa, dała kobietom możliwość pełnego uczestnictwa w życiu
politycznym i zawodowym (choć pamiętać należy, że w różnych krajach zmiany
następowały w różnym tempie). Jednakże postęp w tych dziedzinach cechowała
pewna powierzchowność, ponieważ kobiety nadal w oczach wielu mężczyzn (a
często i swoich własnych) pozostawały stworzeniami drugiej kategorii, gorszymi
od mężczyzn. Dopiero druga fala ruchu feministycznego zdołała zmienić pojmowanie
kobiecości i rolę kobiet. Kobiety uwierzyły w końcu, że są równie "dobre"
jak mężczyźni (a czasami nawet lepsze) i, co równie ważne, wielu mężczyzn
zaakceptowało tę nową autodefinicję i zaczęło traktować kobiety w sposób
partnerski. Jednakże ta niewątpliwie pozytywna i pożądana zmiana w męskim
nastawieniu spowodowała negatywne konsekwencje dla tożsamości mężczyzn.
Jak zauważa Doyle: "Cechy płci społecznej kobiety i mężczyzny są wzajemnie
od siebie zależne i zwrotne. Przykładowo mężczyźni są uczeni, aby zachowywać
się w sposób charakteryzowany jako dominujący, niezależny i aktywny. Z
drugiej strony, kobiety uczą się zachowywać w sposób podległy, zależny
i bierny. Zatem każda zmiana w charakterystyce jednej płci wywołuje reakcję
łańcuchową w charakterystyce drugiej płci ".
Taka zmiana miała miejsce i mężczyźni zostali zmuszeni do zmiany swoich
zachowań związanych z płcią społeczną. Obie płcie nie mogą być jednocześnie
dominujące, niezależne i aktywne. Zatem w rezultacie feminizm podważył
nie tylko starą definicję roli kobiety, ale również sposób pojmowania roli
mężczyzny. Zdaniem Badinter, sytuacja ta spowodowała rozpad męskiej tożsamości,
ponieważ z jednej strony mężczyznom tradycyjnie zabraniano okazywania kobiecości,
a z drugiej strony męskości, skompromitowanej przez feminizm, oskarżanej
o opresywność względem kobiet i całe zło świata.
Aczkolwiek feminizm nie jest ruchem jednorodnym i da się w nim wyróżnić
grupy cechujące się różnym poziomem radykalizmu, to gdy idzie o ocenę roli
mężczyzn, większość feministek jest zgodna, co do jej całkowicie negatywnego
charakteru. Mężczyźni zostali pomówieni o stworzenie kultury charakteryzującej
się nienawiścią do kobiet i fallocentryzmem. Mężczyźni rzekomo stworzyli
system oparty na seksualnym terroryzmie, polegającym na całkowitym kontrolowaniu
ciała kobiety, systemie, w którym przemoc, zastraszenie i seks są używane
jako narzędzie władzy nad kobietami. Radykalna feministka Dianne Herman
nazywa kulturę patriarchalną kulturą gwałtu, gdyż gwałcenie kobiet leży
jej zdaniem u podstaw tego porządku społecznego. Antymęski seksizm, propagowany
przez niektóre feministki, doprowadził do powstania najradykalniejszego
odłamu feminizmu - feminizmu lesbijskiego. Jego teoretyczki uznają, że
heteroseksualizm jest centralną siłą systemu patriarchalnego i jedynie
poprzez związki lesbijskie kobiety mogą całkowicie uniezależnić się od
mężczyzn oraz w pełni rozwinąć swoją osobowość. Feminizm lesbijski został
zainspirowany m.in. przez artykuł Anne Koedl pt. "Mit orgazmu pochwowego".
Twierdzi się w nim, iż mit ten leży u podstaw męskiej władzy nad kobietami,
ponieważ dowodzi, że kobieta może przeżyć pełnowartościowy orgazm jedynie
dzięki penetracji pochwowej. Jak widać, radykalne grupy feministyczne nie
tylko poddają mężczyznę totalnej krytyce, ale nawet - poprzez wymyślne
konstrukcje teoretyczne - uzasadniają jego całkowitą zb ędność. Nie ma
się więc co dziwić, iż według niektórych autorów, wobec społeczno-politycznych
konsekwencji zmian roli kobiety i tworzenia systemu uprzywilejowującego
kobiety, mężczyźni stoją na pozycji grupy mniejszościowej i powinni zostać
objęci taką samą ochroną prawną jak kobiety, mniejszości kulturowe, etniczne,
seksualne czy religijne. Jakość życia mężczyzny, mierzona takimi wskaźnikami
jak długość życia, stopa samobójstw, poziom zadowolenia - dowodzą, że mężczyznom
"dzieje się" często gorzej niż kobietom.
Mężczyźni nie mogli nie zauważyć wyzwania, jakim stał się dla ich męskości
feminizm i podjęli próbę rozwiązania problemu. Pojawiły się dwie opcje:
ucieczka w hipermęskość ("twardy mężczyzna") i przystosowanie się do świata
dominujących kobiet ("miękki mężczyzna"). Przyjrzyjmy się tym wysiłkom
nieco bliżej.
"MACHO", CZYLI PROBLEMY Z RAMBO
Nie da się chyba powiedzieć, jak wielu mężczyznom, uciekającym przed feministkami,
powiodła się transformacja w prawdziwych "twardych" facetów. Przypuszczam,
że raczej niewielu, bo spełnienie wszystkich wymogów modelu jest dla przeciętnego
mężczyzny niezwykle trudne. Jednakże sukces pełnych przemocy filmów akcji,
opowiadających o dzielnych komandosach, bokserach, policjantach, dowodzi,
że wielu mężczyzn, którzy stanowią większość widowni tego typu spektakli,
czuje tęsknotę za takim typem męskości, jaki przedstawiają Stallone czy
Schwarzenegger. Manifestujący swoją hipermęskość supersamiec jest karykaturą
tradycyjnego modelu męskości, doprowadzonej w nim do granic absurdu. Przyjrzyjmy
się dwóm charakterystykom "mocnego" mężczyzny.
Deborah S. David i Robert Brannon wyselekcjonowali następujące cztery
imperatywy męskości: 1) "no sissy stuff ' (unikanie wszystkiego, co może
być skojarzone z kobiecością, odcięcie się od kobiecej wrażliwości); 2)
"the big wheel" (dążenie do sukcesu, zdobycia władzy i prestiżu, przewagi
nad innymi mężczyznami); 3) "the sturdy oak" (poszukiwanie mocy, niezależności,
wymóg liczenia wyłącznie na własne siły); 4) "give'em hell" (gotowość do
użycia przemocy, gdy zachodzi taka konieczność, brak lęku przed ryzykiem
i zachowaniami agresywnymi).
Zbliżoną "tablicę męskich pierwiastków" przedstawia James A. Doyle.
Wyróżnia on pięć elementów tradycyjnej męskiej roli.
1) Element antykobiecy. Żaden chłopiec nie powinien zachowywać się
jak dziewczynka i żaden mężczyzna nie powinien naśladować kobiety, jeśli
nie chcą być postrzegani jako niemęscy i zniewieściali.
2) Element sukcesu. Już od wczesnego dzieciństwa każdy chłopiec jest
przygotowywany do współzawodniczenia z innymi i uczony, że rywalizacja
jest stalą częścią życia mężczyzny. Bycie prawdziwym mężczyzną oznacza
walką z innymi mężczyznami i wygrywanie z nimi.
3) Element agresji. Jest to prawdopodobnie najbardziej kontrowersyjny
składnik męskiej roli, jednak generalnie skłonność do walki i pewna zadziorność
są nadal uważane za pożądane u mężczyzny.
4) Element seksualny. Jeśli chodzi o seks, to każdy mężczyzna powinien
być niewyczerpanym i niezaspokojonym samcem. Prawdziwy mężczyzna jest zawsze
gotowym na seks poligamistą.
5) Element niezależności. Mężczyzna powinien być całkowicie niezależny
od wszystkich, ufać tylko sobie, liczyć tylko na siebie. Jest to chyba
najistotniejszy składnik tradycyjnie pojmowanej męskości. Jego obrazowym
przykładem jest postać samotnego, silnego i wolnego kowboja w westernach,
odjeżdżającego na swym wiernym wierzchowcu ku zachodzącemu słońcu, ilekroć
coś lub ktoś chciałby przywiązać go do trywialnych trosk zwykłych ludzi.
Ideał mężczyzny, jaki wyłania się z analiz Davida i Brannona oraz Doyle'a,
jest w rzeczywistości nierealistyczny i, co najważniejsze, całkowicie bezużyteczny
w epoce cywilizacji informatycznej, mającej zapotrzebowanie na zupełnie
inne kwalifikacje i cechy. Mężczyźni, którzy chcieliby zbliżyć się do tego
ideału hipermęskości, są skazani na przegraną. Ich bezsensowne wysiłki,
aby stać się silnymi jak "Terminator" przynoszą im jedynie stres i napięcia
spowodowane poczuciem niedoskonałości.
Zdaniem Badinter, hipermęskość jest opcją samobójczą. Statystyki dowodzą,
że różnica w przewidywanej dłgości życia mężczyzn i kobiet, która w roku
1900 wynosiła dwa lata na korzyść kobiet, obecnie zwiększyła się do lat
ośmiu, co może być wytłumaczone tym, ze tradycyjna męska rola narzuca mężczyznom
przekraczajce ich możliwosci wymagania i pozbawia ich normalnych ludzkich
uczuć. W dodatku hipermaskulinizm wiąże się często ze stosowaniem przemocy
wobec kobiet. W USA, gdzie męska reakcja antyfeministyczna jest najsilniejsza,
liczba gwałów na kobietach jest najwyższa, a stosowanie przemocy wobec
dzieci najczęstsze. Ala n Alda nazwał tę patologiczną przemoc "zatruciem
testosteronem".
JESZCZE MĘŻCZYZNA CZY JUŻ KOBIETA?
"Miękki" albo "nowy" mężczyzna pojawił się na początku lat siedemdziesiątych,
jako druga z odpowiedzi na wyzwanie nowych mocnych kobiet. Femistki powitały
go bardzo ciepło, widząc w nim pozytywne przystosowywanie się mężczyzn
do nowych sytuacji. Jednakże po pewnym czasie stosunek do tych nowy ch
mężczyzn stał się ambiwalentny, takze pośród feministek.
Badinter charakteryzuje , miękkiego mężczyznę następująco: jest on
mężczyzną, który rezygnuje z tradycyjnych przywilejów, kariery, uznaje
równość płci we wszystkich dziedzinach i chce poświęcić się żonie, dzieciom,
rodzinie. Próbuje być nieagresywny, delikatny i rozsądny. Jednak, jak stwierdza
Guy Corneau, jest to mężczyzna pozbawiony silnej struktury wewnętrznej.
(...) Jego wyobrażenia są bezładne, odczuwa trudności, gdy trzeba wyznaczyć
sobie cel, dokonać wyboru, rozpoznać, co jest dobre i określić własne potrzeby.
Wszystko się w nim miesza: miłość z rozumem, apetyty erotyczne ze zwykłą
potrzebą uczuć". Jeszcze dobitniej stwierdza to Robert Bly, pisząc, że
ci mili, wrażliwi mężczyźni nie są szczęśliwi, brakuje im energii, należą
do kategorii ludzi chroniących życie, w odróżnieniu od dających życie.
Mężczyźni ci, częstokroć wychowywani bez znaczącego wpływu ojców, na tle
silnych kobiet wyglądają jak cienie.
Ponadto okazuje się, iż ku zdziwieniu feministek "miękki mężczyzna"
wiele utracił ze swej męskiej atrakcyjności, także seksualnej, co sprawia,
że choć "Mr. Sweet and Gentle" jest "ideologicznie" poprawniejszy, to "Mr.
Total Bastard" jest wielokroć bardziej pociągający.
Nie oznacza to, iż "miękki" mężczyzna jest całkowicie nieudanym eksperymentem.
Na jego korzyść przemawia to, że traktuje kobiety po partnersku i odkrywa
"kobiecy" wymiar własnej osobowości, wzbogacając tym swoją wrażliwość.
Wydaje się, że głównym błędem, jaki popełnia ten typ mężczyzny, jest pewien
ekstremizm - totalne odrzucenie tradycyjnej męskości i totalna akceptacja
kobiecości. Chociaż ucieczka w hipermęskość jest pozbawiona sensu, to i
kompletna metamorfoza w "miękkiego" mężczyznę też nie jest w pełni możliwa,
choćby dlatego, że wiele kobiet odrzuca tg przemianę (także dlatego, że
zdaniem niektórych feministek "wrażliwi mężczyźni" niczym się tak naprawdę
nie różnią od pozostałych, a jedynie próbują wykiwać kobiety). Jaki bowiem
może być pożytek ze słabego, niepewnego i zagubionego mężczyzny? Kobiety
oczekują od mężczyzn, iż będą oni partnerami, a nie szukającymi wsparcia
i opieki dużymi dziećmi. To paradoksalne, ale feministki same są odpowiedzialne
za te transformacje mężczyzn i związane z tym kłopoty, ponieważ skutecznie
skompromitowały i obaliły ideał tradycyjnej męskości, który leżał u podstaw
męskiej tożsamości.
W krajach Zachodu można spotkać coraz większą ilość takich "miękkich"
mężczyzn, którzy chcąc jakoś dostosować się do życia z silnymi kobietami
są skłonni przyjąć ich normy i wartości. Moim zdaniem główną tego przyczyną
nie jest ich słabość i lęk przed odpowiedzialnością, lecz brak stosownego
modelu męskości. Wielu mężczyzn chciałoby zostać "prawdziwymi" mężczyznami,
nawet jeśli miałoby to kosztować wiele wysiłku, ale nie wiedzą, jak tego
dokonać. Mężczyźni ci potrzebują nowego modelu męskości, który radziłby
sobie z nową rolą kobiet. Pojawiło się już kilka interesujących propozycji
rozwiązania tego problemu. Chciałbym teraz przedstawić dwie, należące do
najbardziej zajmujących i wpływowych.
DZIKI MĘŻCZYZNA KONTRA ANDROGYNE
Pierwszą możliwością jest mitopoetyczna terapia proponowana przez amerykańskiego
psychoterapeutę i poetę Roberta Bly'a, autora książki. "Żelazny Jan. Rzecz
o mężczyznach", która stała się prawdziwym bestsellerem wśród mężczyzn
i wywołała duży rezonans u feministek. Jak już wspominałem, Bly uważa,
że dzisiejszy mężczyzna, aczkolwiek stał się bardziej wrażliwy i otwarty
na kobiecy wymiar osobowości, to jednocześnie stracił też swoją pierwotną
energię i ewoluował od istoty dającej życie do istoty chroniącej życie.
Aby rozwiązać ten problem, Bly proponuje oryginalną terapię mającą za zadanie
inicjację do męskości, odkrycie w sobie "natury wojownika", wejście w kontakt
z "dzikim", mającym przebywać w głębiach męskiej natury. Zdaniem Bly'a,
nasza cywilizacja zagubiła stare rytuały przejścia od dzieciństwa do męskości,
które ułatwiały chłopcom zostanie mężczyzną. Chłopiec, który był wychowywany
w środowisku zdominowanym przez kobiety, nie ma szans na odkrycie swojej
prawdziwej natury i osiągnięcie pełni szczęścia. Bly używa metafory "dzikiego
człowieka", który jest głęboko ukryty w duszy każdego mężczyzny. Jest on
"dziki", ale nie brutalny, nie ma w nim skłonności do przemocy. Wręcz przeciwnie,
symbolizuje on pozytywną męską energię, która ma się objawiać w takich
cechach jak odwaga, stałość, śmiałość i odpowiedzialność. Jeśli chłopiec
chce zostać mężczyzną, musi "obudzić" w sobie "dzikiego człowieka". W latach
osiemdziesiątych Bly zainicjował powstanie Ruchu Mężczyzn, którego uczestnicy,
poprzez rozmaite seminaria, dyskusje grupowe, a także "inicjacyjne" spotkania
w lesie, w czasie których zakładają maski "dzikich ludzi" i tańczą przy
ogniskach, starają się odkryć swoją pierwotną naturą, nawiązać komunikację
z "dzikim człowiekiem" oraz wzmocnić i utrwalić w sobie owe pozytywne męskie
wartości. W takich spotkaniach wzięło już udział ponad 100 tysięcy mężczyzn.
Niestety istotną wadą spotkań organizowanych przez Ruch Mężczyzn jest ich
relatywnie niewielka i trudna do powiększenia liczebność. Wyobraźmy sobie,
jak sto milionów lub nawet większa liczba mężczyzn jedzie na weekend do
lasu, zakłada maski i skacze przez ogniska... Poza tym, terapia Bly'a może
też być odrzucona przez niektórych mężczyzn ze względu na jej nieco "pogański"
charakter, gdyż jako symboli Bly używa wyobrażeń starożytnych bóstw i bożków. Drugim
rozwiązaniem jest koncepcja męskiego androgynizmu, sformułowana przez francuską
badaczkę Elizabeth Badinter w książce "XY: tożsamość mężczyzny". Na wstępie
należy wyjaśnić jej koncepcję pierwotnej kobiecości. Badinter, w opozycji
do Freudowskiej koncepcji pierwotnej męskości, uznaje, że męskość jest
wtórna w stosunku do kobiecości, która jest pierwotna i naturalna. Tożsamość
mężczyzny jest bardziej skomplikowana, gdyż musi być dopiero wytworzona,
podczas gdy tożsamość kobieca jest dana. Chłopiec, który jest z natury
"kobiecy", rozwija swoją tożsamość płciową poprzez negację i odrzucenie.
Musi on rozwinąć swoją płciową odrębność poprzez trzykrotne zaprzeczenie:
po pierwsze, że nie jest kobietą, po drugie - dzieckiem, i po trzecie -
homoseksualistą.
Badinter uważa, że tożsamość mężczyzny jest dwojaka, niejako "obojnacza".
Jej zdaniem, aby przezwyciężyć obecny kryzys męskości mężczyźni powinni
zaakceptować swoją pierwotną kobiecość i jednocześnie rozwijać swoją męskość.
Muszą zrozumieć, że kobiecy element ich natury nie jest czymś obcym, nie
jest anormalny, lecz ich własny. Mężczyzna powinien wybrać drogę androgynizmu,
który oznacza tu swobodne przemieszczanie się pomiędzy kobiecością i męskością.
Ma mu to dać pogodzenie się i harmonię z samym sobą oraz stabilną tożsamość.
Muszę przyznać, że idea Badinter jest prawdziwie fascynująca i jakby
to rzec - pociągająca, jednak jednocześnie wydaje mi się ona skrajnie nierealistyczna
i idealistyczna. Koncepcja Badinter powinna być traktowana raczej jako
rodzaj gry intelektualnej, a nie poważne rozwiązanie problemu. Badinter
wymaga niemożliwego. Oczekuje ona na przykład, że mężczyzna będzie się
zajmował niemowlakiem jak najczulsza, doskonała matka, a potem, kiedy dziecko
będzie już chłopcem, przeobrazi się w silnego i stabilnego ojca, który
nauczy syna, jak stać się "prawdziwym" mężczyzną. Badinter zakłada, że
tożsamość może być przełączona jak kanał telewizyjny - pstryk i mężczyzna-matka
przełącza się na program mężczyzna-ojciec. Uważam, że jest to świetna droga
nie tyle do rozwiązania męskich problemów tożsamościowych, co do schizofrenii.
Poza tym, koncepcja pierwotnej kobiecości, gdy spojrzeć na "materiał dowodowy"
przedstawiany przez autorkę, wydaje się tak samo mało wiarygodna, co Freudowska
teoria pierwotnej męskości.
*
Prawdopodobnie nie istnieje jedna uniwersalna droga do męskości: każdy
mężczyzna musi odnaleźć własną drogę do dojrzałości. Zapewne możemy osiągnąć
pewien modus vivendi poprzez połączenie dobrych cech tradycyjnego modelu
męskości (myślę o odwadze, obronie słabszych, przekraczaniu granicy własnych
możliwości) z wrażliwością nowego, "miękkiego" mężczyzny. Jedno nie wyklu
cza drugiego. Uważam, że głębokie i doniosłe różnice pomiędzy kobietami
i mężczyznami nie mogą zostać zredukowane do wpływów środowiska społeczno-kulturowego,
gdyż są one również w dużym stopniu zdeterminowane biologicznie. Mężczyźni
nie są lepsi od kobiet i vice versa -jesteśmy po prostu bardzo różni, co
powinno nas tylko cieszyć. Jeśli jesteśmy wystarczająco mądrzy, aby szanować
i lubić te różnice, mogą się one stać źródłem wspaniałej wspólnej przygody
zwanej miłością.
Krzysztof Olechnicki
Wersja html: Sergiusz Pawłowicz
POWRÓT DO SPISU TREŚCI